Podstawowa relacja

Życie Johna Henry’ego Newman’a przypadło na XIX wiek. Początkowo duchowny kościoła anglikańskiego. Jego kazania gromadziły tłumy. W pewnym momencie swojego życia decyduje się zrezygnować z parafii i przenieść się do niewielkiego domu w Littlemore. Tam zaczął zgłębiać nauczanie Ojców Kościoła. Zastanawiał się nad naturą Kościoła Chystusowego. Pogłębiał też swoje życie duchowe. Kontemplacja prawd wiary chrześcijańskiej zaprowadziła go do spostrzeżenia, że najbardziej podstawowa relacja przebiega na linii człowiek – Stwórca.   

Od tej jedynej w swoim rodzaju relacji zależą wszystkie inne relacje. Mało tego! Od tej jedynej w swoim rodzaju relacji zależy jakość naszego człowieczeństwa. Życie w przekonaniu, że Bóg jest blisko nie może pozostawiać człowieka obojętnym. Musi wywierać na niego wpływ prowadząc stopniowo ku jego nowej jakości.

Czym ta zmiana się charakteryzuje? Przede wszystkim zmianą spojrzenia na otaczającą rzeczywistość. Człowiek żyjący w Bogu, widzi więcej, słyszy więcej i żyje intensywniej. Widzi sens w tym, w czym wcześniej nie widział sensu. To co wcześniej miało dla niego znaczenie, okazuje się być błahostką. W ten sposób Bóg prowadzi duszę ku pełni doskonałości.

Temu procesowi towarzyszą tarcia. Bóg nie oszczędza tych, którzy zdecydowali się na Nim budować swoje życie. Pokazują to historie różnych świętych w tym samego Newmana. Egoizm zostaje stopniowo wypalony przez miłość. Żar odwiecznej Miłości topi lody obojętności serc. Od tego momentu już nic nie może być takie samo jak przedtem. Tak chętnie, do tej pory, zagłuszana cisza staje się przestrzenią spotkania z Tym który mieszka w głębi duszy.

Spotkanie prowadzi do poznania prawdy o sobie i o tym czego ode mnie żąda Stwórca. Ukazuje elementy rzeczywistości, które wcześniej były niezauważane. To z kolei będzie pociągało konieczność dokonywania wyborów. Czy chcę pozostać przy tym co dobrze znane i bezpieczne, czy może odważę się na ryzykowny krok i opuszczę swoje „Ur”.

Tu dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii. Wiara jest ryzykiem. Wiara jest szaleństwem. Ale czy dzięki temu szaleństwu życie nie staje się ciekawsze? Patrząc na biografie świętych można zauważyć, że każdy z nich zasługuje na przynajmniej jeden, często sensacyjny, film. Św. Paweł z prześladowcy stał się naśladowcą. Ignacy Loyola z lubiącego wojaczki bawidamka odkrył, że największym przeciwnikiem człowieka są w istocie jego słabości, dlatego umiłował ascezę. Z kolei Franciszek z Asyżu z bogatego panicza stał się żebrakiem bogatym duchowo. Nic nie jest takie jak przedtem.

Mogłoby się wydawać, że te dość radykalne zmiany okażą się być wyniszczające psychicznie. Nie każdy bowiem jest w stanie poradzić sobie ze zwrotami akcji w swoim życiu i popada w depresje. Patrząc na przykład choćby Maksymiliana Kolbe, zwłaszcza jego obozowej części życia, czy też Joanny Beretty Moli lub Antonietty Meo można zauważyć, że głębia wiary wzmacnia psychikę. Ryzyko wiary przynosi zatem korzyść w postaci wzmocnienia ducha. Człowiek duchowy zachowuje pokój w sytuacjach gdy inni panikują. Kiedy człowiek patrzy na Boga jak na ostateczne spełnienie wszystkich pragnień, to zyska zdolność głębszego postrzegania rzeczywistości przez co, nie jest zaskoczony sytuacjami, które mogą być zaskakujące dla innych.

To co zostało już powiedziane prowadzi do kolejnego wniosku: życie duchowe należy rozwijać. Powinno się ono znaleźć w centrum zainteresowania każdego człowieka. Newman zdaje sobie z tego sprawę i zarysowuje punkt startu od którego należałoby zacząć. Składa się on z 4 punktów: skupienie i uświadomienie sobie Bożej obecności, czytanie Pisma Świętego, rozważanie przeczytanego tekstu i w końcu oddanie się wyrażone w aktach miłości.

Realizacja tych 4 punktów prowadzi do tego, że modlitwa nie jest już rzeczywistością przygodną, a zostaje rozciągnięta i obejmuje każdy aspekt życia, stopniowo je przemieniając do tego stopnia, że już życie samo w sobie staje się modlitwą, a to uwidacznia jego misyjny wymiar.

Życie jest misją! Każdy człowiek ma do odegrania rolę zaplanowaną przez Stwórcę. Im głębsza jest z Nim więź tym rola staje się być bardziej czytelna i za każdym razem jedyna w swoim rodzaju. Nie ma dwóch takich samych ról.