A On nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knota o nikłym płomyku, a my…

Dziś kochani dwa słowa tylko, bo i okoliczności i miejsce i sytuacja nie sprzyja rozmyślaniom. Dosłownie kilka dni temu poczułam się słabiej. Słabiej na tyle, że wylądowałam w szpitalu, na stole operacyjnym i na oddziale intensywnej terapii. Ale o tym już później, jak wrócę do siebie, do zdrowia, i będę wiedziała coś więcej, bo nie chce gdybać, póki nie ma wyników badań.

Dziś już pierwszy dramat zażegnany, już spokojniej mogę rzucić okiem i sercem na to co się dzieje tuż obok nas, w nas. Na co przyzwalamy! Żyjemy czasami w sytuacjach, które tak naprawdę są dramatyczniejsze od niejednej choroby, która pożera nasze ciała! Ale do brzegu. Poczułam się słabiej, jakiś guz okazało się po pierwszych badaniach dosyć spory i nie wykryty wcześniej zwalił mnie z nóg w jednej chwili.

Żyję dzięki modlitwie tłumów, setki osób z bliższego otoczenia wspierało i niosło mnie przez te doświadczenia z Jego mocą. To pierwsza najpiękniejsza postawa. Jeszcze na intensywnej terapii słyszałam moich braci i siostry którzy, stoją blisko odmawiali różaniec i oddawali krew dla mnie. Wiem, że żyję dzięki nim!

Jest inna, też się z nią spotkałam: nie przesadzaj, ludzie maja gorzej, dobrze że miałaś kogoś kto ci chciał pomóc, dobrze że miałaś kasę, by zapłacić za biopsje. Itd. Albo jeszcze inna, w tym samym tonie, w Polsce umarłabym i nikt by się nie przejął, w Afryce mają lepsza opiekę. Koszmar.

Ale dla mnie dramatem ludzkim była jednak trzecia postawa, bo raniąca głębię niewinnego serca i relacji z drugim . To twoja wina! Było się częściej badać! Lecą ludzie w ostatnim momencie, a co wcześniej nie czuli żadnych symptomów. Nie, właśnie prawdą najprawdziwszą jest to, że nie czuli. Ale nie to jest ważne. Przeraża mnie, gdy gubią lub nie czują bliskości w cierpieniu i są w stanie w takim  dramacie jeszcze dźgnąć, by zranić więcej. Straszne. Ja byłam zszokowana. To jest gorsze od samej choroby.

Żyć na co dzień z kimś, kto cię oskarża za to, co się niespodziewanie złego dzieje u ciebie musi być koszmarem. Ja miałam to szczęście, że do drugiej w nocy siostry, seminarzyści, nowicjuszki stały za mną murem oddając krew do transfuzji i modlili się, otrzymałam tysiące wiadomości wsparcia z całego świata, ale z lękiem zaglądam w życie osób, którym współmałżonek, dziecko, rodzic, siostra w zakonie lub kolega w pracy puści taki oskarżający tekst. Niby jedno zdanie, ale zabija szybciej niż niejedna choroba, bo nie dość że odbiera nadzieje, to jeszcze wzbudza poczucie winy co z ciałem zabić może i ducha.

Ps. Kochani u mnie jeszcze nie wiadomo co się stało, wiec zostawmy opinie i rady lekarzom. Proszę! Za każde Zdrowaś Mario dziękuje, inaczej pomóc się nie da, a ja już powoli wracam do sił i zdrowia.