O szukaniu woli Bożej

Wstępując do zakonu, przygotowując się do wyjazdu misje, ba, nawet w wielu, wielu drobnych decyzjach życiowych, przyświecał mi zawsze cel, by szukać w tym woli Bożej. Tak jakoś utarło się to powiedzenie i było mi znakiem na wielu zakrętach mojej życiowej drogi. Szukanie i odkrywanie woli Bożej. Mijały więc godziny, dni i lata, w których rozeznawałam wolę Bożą z zapałem, dopóki nie wydarzyło się coś, co zupełnie odwróciło mi  moje spojrzenie na te doświadczenia. Pojechałam do Rzymu na przygotowanie do wyjazdu na misje, świeżo po ślubach wieczystych, pełna entuzjazmu i pewności, że rozeznaję zgodnie z wolą Bożą. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały mi, że tak jest.

Nie pamiętam dobrze kiedy i jak, ale spotkałam tam na uniwersytecie ojca Tomasza (nie kojarzę już nawet z jakiego zgromadzenia), człowieka, od którego biła taka energia i pokój, że chciało się przebywać nieustannie w jego towarzystwie. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, bo tak to czasami bywa, jak na obczyźnie odkryje się w drugim Polaku  bratnią dusze. Kiedyś, na jakimś spacerze, oznajmił mi, że przełożeni posyłają go do Indii na misje. Ja entuzjastycznie wpadam mu w słowo, że to cudowne, że Pan Bóg objawia mu swoją wolę, na którą przecież na pewno czekał i której szukał. No i zaczęło się!

– Luśka o czym ty mówisz?! Jakie szukanie?!

Luśka to było jego zdrobnienie od Alicja, Aluśka, no i ostatecznie zostało Luśka. Do niego tylko to pasowało i w sumie później chyba nikt inny mnie tak nie nazywał. Może też dlatego te jego słowa brzmią mi w uszach do dzisiaj. A może jednak bardziej dlatego, że zapaliły mi światło.

– No więc Luśka, ty szukasz woli Bożej? Serio?!

– Tak! Oczywiście, całe moje życie jest szukaniem i odkrywaniem woli Bożej. A ty nie szukasz? To dlaczego jedziesz na te misje?

– Eh, trzeba się jakoś przez to życie przeciągnąć Lusi – zażartował, ale widząc moje oburzenie i czując że to nie przelewki i że ja tego tak nie zostawię i gotowa jestem wyprawę krzyżowa zorganizować, by go przekonać, że jest w błędzie, westchnął głęboko i …zaprosił na lody. Usiedliśmy.

– Lusia, zrozum mam 60 lat, z tego 40 przeżyłem na misjach w 6 krajach posługiwałem, na 3 kontynentach, teraz wyruszam z kolejną posługą, bo Kościół tego właśnie oczekuje. Amen.

Ja dalej nie dawałam za wygraną: no ale wola Boża?

– Luśka, biedaku, ty szukasz ciągle woli Bożej?!

– No tak! Codziennie!

– Kochana moja, toż ty życie tracisz na coś, co już dawno odnalezione! A ty szukasz ciągle, mój Boże!

Byłam zdezorientowana, ale wiedziałam, czułam, że to, co mówi jest ważne, że nie wygłupia się, choć z takim  żartobliwym tonem wchodzi w temat.

– Otóż, dzieciaku, żebyś już więcej nie szukała i nie trudziła się, to zdradzę ci dziś tajemnicę. Lusia, wola Boża została już dawno odnaleziona! Ty już nic nie szukaj! Słuchaj! Już dwa tysiące lat temu została odkryta i na krzyżu Chrystusa objawiona. Nie szukaj więcej, daj spokój! Wiesz jaka jest wola Boża: abyśmy się stali dziećmi Bożymi!! Jedna, jedyna wola Boża! W Chrystusie wypełniona i odkryta. Nie trzeba jej więcej szukać Luśka, uwierz! Ale wiesz gdzie  z reguły mamy problem? Problem mamy aby ją przyjąć, uwierzyć Słowu, zaufać. Jeśli jesteśmy dziećmi Bożymi, a sam Bóg jest naszym ojcem, to po co kombinować, po co trudzić się i działać po swojemu, skąd w nas tyle lęku?  Nie szukaj już dziecko, po prostu przyjmuj każdy dzień jako dar Ojca, co kocha i chce twego szczęścia! Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek wydarzy się, jesteś ukochaną córką Boga samego! On nie pozwoli, by potknęła się twa noga. Mało tego, nawet jak to w życiu bywa, my jak te dzieci, odchodzimy, chcemy po swojemu, buntujemy się, a On jest, czuwa i czeka, przygarnia do Serca. Zawsze. Ojciec. Luśka, rozumiesz? Nie szukaj, przyjmuj wolę Bożą, wolę, która jest pragnieniem Jego Serca, byś była zawsze szczęśliwym dzieckiem. Gdziekolwiek cię poślą na te misje, mało tego, nawet jak z nich wrócisz, bo coś tam będzie nie tak, albo kto wie, może nigdy na nie nie pojedziesz, zaufaj Ojcu! Ludzie błądzą w życiu i wybierają błędnie, to tak na chłopski rozum Lusia, weź ty mi powiedz, jak ktoś nie rozezna tej w twoim rozumowaniu woli Bożej i zamiast do zakonu wyjdzie za mąż, to co? Już do końca życia nie odnajdzie woli Bożej, bo rozminął się z nią w momencie wyboru drogi życiowej? A jeśli przełożeni zadecydują coś, wbrew temu, co ty rozeznajesz, to gdzie szukać woli Bożej. Nie kochana! Nie tak działa Pan Bóg! Fakt, On przygotował cię do twojej misji, On daje natchnienia by ją wypełnić, On w łonie matki ukształtował cię i znał twoje drogi. On wiedział, że będziesz piękna i szczęśliwa, oddana tylko Jemu, ale nawet jeśli wybrałabyś inaczej, On byłby blisko, bo jedna jest wola Boża Lusia: Abyśmy się stali dziećmi Bożymi! Dlatego Bóg sam cierpiał i umarł na krzyżu, byśmy w tą Jego ojcowską miłość uwierzyli we wszystkim co nas spotyka na tych naszych poplątanych życiowych drogach. Amen.

– Amen.

Przytaknęłam i ….przestałam szukać woli Bożej. Przestałam też oceniać innych widząc, jak zmieniają swoje życiowe decyzje. Nie nawracam nikogo na siłę, bardziej właśnie zależy mi na tym, byśmy poczuli się kochani miłością wieczną Ojca. Byśmy uwierzyli, że jesteśmy dziećmi Bożymi, a jeżeli dziećmi to i dziedzicami…. a tu tkwi kolejna wielka tajemnica:  to moje stare szukanie Jego woli dawało mi tylko perspektywę na teraźniejszość, a przyjęcie Jego woli, przyjęcie dziecięctwa, otwiera mnie na dziedzictwo, na wieczność. Ojciec Tomasz wyjechał na misje niedługo po tej naszej rozmowie i nigdy więcej już o nim nie słyszałam, nie spotkaliśmy się, wiec nie miałam okazji, by mu podziękować. Ale tak to czasami jest, że Pan Bóg stawia nam na naszej drodze osoby, które przechodząc tylko zapalają światło.