Tona miłości z 11 kilogramów nieszczęścia

Miał 11 lat i 11 kg …Jestem u przyjaciół, biorę na ręce ich jednoroczną, śliczną, pyzatą córeczkę i Bogu dziękuję, że dał jej tak piękne dzieciństwo, tak cudownych rodziców, tyle troski, ciepła i miłości, że każdy najmniejszy kawałeczek tego maleńkiego ciałka jest wykochany i wyściskany, a ona zadowolona i szczęśliwa otwiera każdego ranka swe piękne duże oczy i uśmiecha się tak, że ja mogłabym tą słodyczą kawę słodzić do wieczora. Ale wtedy właśnie, gdy modliłam się dziękując, wraca mi obraz inny, przerażający i smutny. Piękne duże oczy wygłodzonego Chrisa. Patrzył jak wystraszone, przerażone i bezradne szczenię skulone w kącie pokoju. Ja widząc go po raz pierwszy nie miałam czasu, by rozczulać się, bo wiedziałam , że trzeba działać.

Chris ma 11 lat i 11 kilo nieszczęścia zapadniętego w suchym zaniedbanym ciałku. Dramat. Po ludzku potworna niesprawiedliwość i pytanie dlaczego to dziecko cierpi? Dlaczego tyle dzieci rodzi się w objęciach bólu, czując na sobie oddech śmierci od pierwszych dni swego życia? Nie odpowiem na to pytanie, bo nie znam odpowiedzi, ale wiem jedno, ON jest i nie jest sprawcą tego dramatu, bo nie jest On sprawcą zła i cierpienia na świecie. Jestem tu jednak, by dać świadectwo, że nawet w tym piekle odkrywać można Jego wielką miłość i stałą obecność.

Chris leżał na kozetce z lokalnym dyspensarium i nie miał siły, by podnieść głowę i zobaczyć kto przyszedł. Ja wpadłam jak pocisk , chwile wcześniej dostałam tylko krótką informacje: przyjdź siostro, bo on chyba umiera. Obok siedziała skulona i przerażona matka z córką na kolanach. Spojrzałam na chłopca i zaczęłam dzwonić po okolicznych szpitalach, ale nikt nie chciał zająć się chłopcem w ostatnim stadium choroby głodowej. Ostatnia nadzieja, prywatny szpital dziecięcy w Nairobi. Ostatnie przygotowania, tankowanie samochodu i szybkie pakowanie, by zdążyć przed Panem Bogiem. To była jedna z najdłuższych tras do Nairobi.

Byłam z moją siostrą, która tuliła Chrisa na kolanach. On przerażony, bo pierwszy raz w życiu jechał samochodem, płakać nie miał zbytnio siły, baliśmy się jednak, że zacznie wymiotować, a to w jego przypadku odwodnienia grozi tylko jednym. Śmierć wiec jedzie z nami i mamy świadomość jej obecności. Bóg jest! Czuwa. To jak porusza serca i jak mobilizuje ludzi jest cudem! Lekarz, który nas przyjmuje nie wierzy własnym oczom, reaguje natychmiast, bez zbędnych pytań i kolejki, Chris zniknął za białą kotarą by zrobić mu pierwsze wyniki badań przed przyjęciem na oddział, ja reguluje opłatę za zestaw badań koniecznych do przyjęcia na oddział i już wiem, że to nie ja pisze tę historię , że ja sama to tu ginę marnie. Rachunek na 500€ jest bardziej mrożący krew w żyłach niż wszystko to, cośmy w tej trasie dziś przeżyli. Płacę wiedząc, że ryzykuję, że nie starczy mi na czesne za szkołę, ale ufam, że On jest i czuwa. Chris ma niewielkie szanse na przeżycie, wyniki są przerażające: hemoglobina 2,5!! waga 11 kg!!! zaburzone dosłownie wszystko, nie jadł od dawna, wiec żołądek nie przyjmuje pokarmów stałych.

Przy Chrisie została moja siostra Stella, ja siadłam z matką do wywiadu z lekarzem. Na pytanie kiedy chłopiec ostatni raz jadł do syta matka spuszcza wzrok i drżącym głosem odpowiada, że dokładnie nie pamięta, ale chyba jak miał 9 miesięcy, bo wtedy karmiła go wtedy piersią. Popłakałyśmy się wszyscy. On ma teraz 11 lat….Okazało się, że mąż zostawił ją gdy się okazało, że urodzi bliźniaki, ona po urodzeniu wpadła w depresje i choć starała się zapewnić maluchom wszystko czuła się coraz gorzej i nie potrafiła wydostać się z tej czarnej dziury i przerażającej rozpaczy. Siostrze Chrisa udało się, bo wcześniej zaczęła raczkowanie i sama wychodziła poza swoją lepiankę, więc sąsiedzi karmili ją i wspierali, nikt jednak nie domyślił się jaki dramat rozgrywa się tuż za miedzą. Tam żywcem pokonana przez depresje umierała kobieta z dzieckiem. Czasem ktoś podrzucił jakąś garść fasoli czy talerz ryżu, czasem ktoś zostawiał kubek mleka. Pewnie tylko dzięki temu przeżyli.

Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko podpisując dokumenty do szpitala. Modliłam się i czułam Bożą obecność, choć świadomość, że łóżko na jacaranda ward to koszt 100 € za dobę. Śmiałam się później, że zamiast tego, w podobnej cenie, mogłam Chrisa zabrać na luksusowe wakacje w Mombasie w gwiazdkowym hotelu z pełnym wyżywieniem, tylko problem w tym, ze nie mógł sam jeść. Doliczyli transfuzję krwi i jemu i matce, specjalistyczne leki, dodatkowe badania, a ja czułam, że On sam czuwa, więc spałam spokojnie mając świadomość, że rachunek pęcznieje. Cuda działy się bowiem dalej. Pani doktor, dotykając dramatu chłopca, była tak poruszona, że zrezygnowała ze swojego wynagrodzenia i przychodziła do chłopca charytatywnie, mi w tym czasie spadła z nieba szalona influencerka.

Znałam kobietę wcześniej, podziwiałam ją i podglądałam z radością, gdy dzieliła się w przezabawny ale i bardzo dojrzały sposób swoją codziennością, a tu ni stąd ni zowąd wiadomość, że właśnie ona chce pomoc jakiemuś mojemu dziecku. I wiecie jak to jest, choćby dzieci w domu było dużo, w takich chwilach myśl biegnie do tego, który najbardziej potrzebuje. Chciałam ją ostrzec, chciałam wytłumaczyć że to szczególny przypadek, ale gdzie tam, za późno! Poszła jak burza, pokochała, zebrała pieniądze, wspierała tak, ze ja znów poczułam że cuda to mój chleb powszedni! Chris uśmiechnął się po raz pierwszy! Trzymał w rękach wypis ze szpitala i zapisaną mu dietę, przytył, ważył pół kilo więcej, do osiągnięcia dolnego pułapu normy zostało nam bagatela 20 kg, ale co tam, on wychodził na własnych chudych nóżkach!

To uczucie, że ktoś czuwa, że porusza struny serc wielu ludzi na raz tak, że symfonia miłości rozbrzmiewa tryumfalnie, to uczucie, którego nie zapomina się nigdy!!! On jest! Radomska swoim przykładem zachęciła do adopcji tyle osób, że adoptowałam więcej niż cała klasę, a tak bałam się o czesne. Cierpienie tego dziecka poruszyło serca tysięcy osób na różnych kontynentach, on dziś biega do szkoły uśmiechnięty i szczęśliwy, a ile osób zrobiło coś dobrego, zaangażowało się i otworzyło na drugiego człowieka, nikt tego nie zliczy! Tak wiec i tutaj u Chrisa i u moich przyjaciół dokonuje się jedna i ta sama tajemnica: Dziecko przychodzi z oceanem miłości do nas! … i tak trwają wiara, nadzieja i miłość, z nich zaś, największa jest miłość!