Egzorcyzm – odmienny rodzaj strachu

Dziś mówi się o wielu formach niewolnictwa, ale bardzo mało i z niejakim wstydem, lub zażenowaniem o jego formie najgorszej – o opętaniu. Gdybyście zaczęli w towarzystwie rozmowę o diable, o ile mielibyście na tyle odwagi, to zaraz zostalibyście wyzwani od moherów, zaścianka czy ciemnogrodu. Przyjaciel Jana Pawła II, francuski pisarz i filozof, Andre Frossard (zreszta tez nawrócony), autor słynnej książki „36 dowodów na istnienie diabła” powiedział kiedyś, ze największym sukcesem diabla jest to, ze ludzie w niego nie wierza. Jest to temat tabu nawet i w kościele. Wielu z nas tj. księży wstydzi się mówić na ten temat, jak również na temat opętań czy manifestacji zła. Nie powiem, żebym był inny. O nie! Wręcz przeciwnie. Traktowałem „te” sprawy z przymrużeniem oka a nawet z kpina. Do czasu.

Dziś kiedy czasami rozmawiam z moimi niektórymi przyjaciółmi,  księżmi, lekarzami, ludźmi wykształconymi i obytymi w świecie, to często patrzą na mnie z politowaniem i kpiąco się pytają:   „I ty w to wierzysz?”. Po tym wszystkim co widziałem, słyszałem i przeżyłem, odpowiadam im: Nie! Ja w to nie wierze – ja to wiem!

Miała na imię Graziela, dwadzieścia kilka lat. Była otyła z wielkimi barami i twarzą wykrzywiona jakimś grymasem. Mówiąc delikatnie  – odpychająca. Przyjechała z rodzicami. Oprócz ich, mnie i Settimia mojego współbrata egzorcysty, były jeszcze trzy osoby: Carlo, Marco i jego żona Emma. Byliśmy w kaplicy, która jest wkomponowana w Sanktuarium po lewej stronie, jeśli się stoi przodem do ołtarza. Kapliczka nie jest duża, ma kilka metrów szerokości i kilkanaście metrów długości. Stoi tam parę ławek, jest ołtarz, na którym zimą odprawiamy Eucharystię. W miejscu centralnym jest duży obraz Matki Bożej objawiającej się małej dziewczynce. Scena, która według tradycji miała miejsce pięćset lat temu, kiedy to w Cori zaczęły mieć miejsce objawienia i cudowne zdarzenia, zaaprobowane zresztą przez Kościół. W kaplicy nie było okien.

Liturgia egzorcyzmu jest dość długa. Niektóre jej części – jak czytanie Ewangelii, fragmentu Pisma, czy recytowanie Litanii do Wszystkich Świętych może odprawiać ksiądz, który asystuje, niekoniecznie egzorcysta. Settimio poprosił mnie abym przeczytał Ewangelię. Był to fragment ze świętego Marka o kuszeniu Pana Jezusa na pustyni. Stałem przodem do wszystkich, obok stał Settimio. Graziela patrzyła na mnie półprzytomnie. Kiedy doszedłem do momentu, w którym Jezus wypowiada słowa: „odejdź ode mnie precz, szatanie” rozległ się potężny dziki ryk, który się wydarł z tej dziewczyny, aż ją odrzuciło. Mi chyba pierwszy raz w życiu stanęły włosy dęba. Zaczęła charczeć i rzęzić. Posadzili ja na ławce w ten sposób, że była unieruchomiona.

Była to ławka z oparciem; trzymała na niej rozciągnięte ręce, jak na krzyżu. Z tyłu stali: Carlo i Marco, każdy trzymał ja za rękę. Z tyłu też trzymała ja za głowę Emma. Graziela siedziała z rozkraczonymi nogami, między którymi przodem do niej klęczał jej ojciec i obejmował ja wpół. Była unieruchomiona jak w imadle. Mogła jedynie poruszać stopami. Settimio zaczął ją kropić wodą święconą, pytając: nomen tuum? – imię twoje. Wyła strasznie – w czwórkę nie mogli jej utrzymać. Podrzucała ich wraz z ta dębową ławą. Kiedy Settimio wkładał jej na szyję różaniec pomyślałem, że bardziej przeraźliwie wyć już nie można. Znów się pomyliłem: bo można.

Ileż to ja razy się w moim życiu pomyliłem. Mój współbrat poprosił, abym wraz z nim włożył na na jej głowę ręce. Robiłem to później wiele razy, podczas egzorcyzmów, widziałem różne reakcje. Wtedy w tej kaplicy, kiedy robiłem to po raz pierwszy, byłem lekko wystraszony. Do tego momentu Graziela miała zamknięte oczy, kiedy włożyliśmy na nią ręce przestała ryczeć, otworzyła oczy, których wyrazu nie zapomnę do końca życia i wyszeptała męskim (!) głosem:

– czego ode mnie chcecie?

– zostaw ją – mówi Settimio – ona jest Jezusa

– nie – odpowiada spokojnym głosem

– ona jest Jezusa – powtarza Settimio ostrzej – zostaw ją –

i podtykając jej (jemu) pod oczy krzyż pyta znowu:

– nomen tuum?

– sp*******aj! – i zaczyna ryczeć i wić się z taka siłą, że jej nie mogą utrzymać

– zapłacicie mi za to – charczy – ty i ten drugi – czyli ja, nogi się pode mną ugięły

Settimio zaczyna:

– Ave Maria…

– przestańcie!!! – i zaczyna pluć w miejsce obok ołtarza i strasznie, ale naprawdę strasznie bluźnić Madonnie wystawiając język i poruszając nim rytmicznie

– Ave Maria… – kontynuujemy dalej – zostaw ją!

– nie

– ona jest Jezusa!

– a co on może jej zaproponować??? – szepcze drwiąco – tylko ból i cierpienie

– a ty?

– przyjemność – i mówi to z tak zmienioną, powykrzywianą skurczami twarzą i oczami tak potwornymi, ze zmieniającym się kolorem tęczówek, że mnie ogarnęło przerażenie

– wyjdź z niej!

– nie!

– ona cię nie chce!

– ale to najprzyjemniejsze być w tych, którzy mnie nie chcą – mówi słodko jadowitym głosem

– wyjdź!

– nie! – odpowiada wrzeszcząc i śmiejąc się

– to kontynuujemy – mówi Settimio, zaczynając modlitwę do Ducha Świętego

– ooo! – szydzi Antonella z uśmiechem – to może k***a przerobimy dziś cały katechizm?!

I zaczyna szczekać…

…..je**ne sk*******y, je***e sk*******y….wiła się wystawiając czarny język

  • naśladuje węza – mówi do mnie Settimio, chwytając za krzyż – zaczęła wyć i charczeć. Przytrzymajcie ja teraz mocno – dodał
  • imię twoje?! ….sp********j , sp******aj, j****e k***y….yyyyy, wszystko by było dobrze gdyby nie wy…
  • kto?? – wy!! – j***ne klechy!!!

Musze powiedzieć szczerze, ze mi się to spodobało – „j***ne klechy” I to był jeden z tych momentów kiedy się bardzo ucieszyłem, ze jestem księdzem, bo widać było jasno, ze pomimo tylu wad, takiej marności, często słusznej krytyki i zwątpienia w samych siebie, jednak na coś się przydajemy….Słyszałem to później jeszcze nie raz i zawsze dawało mi to jakaś satysfakcje…

       – zapłacicie mi za to sk*****le…  nawet „tamta” (Maryja – demon nigdy ze strachu i ze świadomości jej potęgi nad nim nie wypowie imienia Maryi) …wam nie pomoże uuuuuu…

Chwilę później Setti rozpoczyna po łacinie główną imperatywną (rozkazującą) modlitwę egzorcyzmu. Następuje teraz takie wycie, jakiego jeszcze nie słyszałem – ci wszyscy, którzy ją trzymają, dosłownie na niej leżą czy wiszą, obok stoi dębowy klęcznik tak ciężki, że ja ledwo go mam siłę podnieść a ona go dosłownie podrzuca kopiąc od spodu samą tylko stopą.

Kleknąłem na nim a właściwie to się położyłem a ona mnie razem z tym klęcznikiem podrzucała na kilkanaście centymetrów! Widzę kątem oka, że ludzie nie są w stanie jej utrzymać. .

Settimio przestaje, Graziela się uspokaja, wszyscy ciężko dyszą, ale nadal ją trzymają. Ja mam oczy ze strachu wielkie jak filiżanki.

Nagle Graziela zaczyna płakać i mówić dziecięcym głosem i to było najbardziej potworne co tego dnia widziałem

– zostawcie mnie proszę, nie róbcie mi krzywdy – kwili

Settimio pozostaje twardy – nomen tuum! – imię twoje! – krzyczy i przykłada jej krzyż do czoła.

Znowu pisk i wycie.

Settimio:

– udawałeś psa (szczekanie) i węża (wystawianie jęzora) i co?

– nie oddam

– nie jest twoja

– pie***l się za****ny sk*******u. Ty i ta cała twoja reszta, razem z ta k***ą, co tam stoi

Widział coś a raczej kogoś, kogo my nie widzieliśmy…( często się to później zdarzało, mnie to zawsze ciary przechodziły, jak slyszalem ,ze mamy towarzystwo, którego nie widzimy)

– stul pysk i wynoś się!

– ha, ha, ha, to nie tak! Mam mało czasu …

Settimio zaczął liturgie egzorcyzmu po łacinie. To było mocne: z im większą intensywnością się modliliśmy, tym reakcje i manifestacje zła były mocniejsze. Po trzech godzinach walki sytuacja była patowa.

Grazieli wróciła świadomość. Myślałem ze to już koniec. Zaczęła się przytomnie rozglądać i nawet uśmiechać. Nagle zaczęła się dotykać w prawą dłoń i drapać, twarz jej się zmieniła, była straszna zaczęła wrzeszczeć:

– parzy!!! – i zwinęła się w kabłąk, cały czas wrzeszcząc – parzy! – i pocierając z siłą konia swój nadgarstek. Parę minut wcześniej Marco przyłożył jej tam obrazek z Madonną.

– palę się! – wrzeszczała

– pokrop ją wodą święconą! – krzyknął Settimio

Skręcała się jak w konwulsji, po czym straciła przytomność. Po paru chwilach, kiedy ją odzyskała, zwymiotowała i zaczęła patrzeć dookoła przytomnym wzrokiem.

Co mi chyba zostanie w pamięci do końca, to nie tyle te nie dające normalnie się wytłumaczyć sceny, co twarz jej ojca, tak pełna bólu, wtedy kiedy widział jej cierpienie. I te wielkie łzy, które mu ciekły po twarzy.

Mądralom się wydaje, ze wiedza wszystko. Ile ja się nasłucham krytyki kościoła, czasami i słusznej. Ale ile tez tej nienawiści, kpin i wyśmiewania. Ludzie, którzy sami boja się pająka, wyśmiewają się z takiego ciemnogrodu. Powtarzam, ze ja lepszy nie byłem. Chce dać tylko świadectwo, tego co widziałem i przeżyłem. Do niczego nikogo nie chce zmuszać. Dlaczego to robię? Nie dlatego, ze lubię idiotów ale dlatego, ze widziałem tyle bólu i cierpienia osób , które przez to przeszły, tak ze gdybym tego nie zrobił to czułbym się winny.

Nie pozuje na bohatera. Wręcz odwrotnie. Nie zawsze się kończyło to tak jak tym razem. Po trzech godzinach zły – odpuścił. Settimio ledwo stal na nogach, ja zreszta tez.

Pytali mnie często czy ja się balem. Jeszcze jak. Sa rożne rodzaje manifestacji zła, która prowokuje nie tylko strach ale i obrzydzenie, czasami do tego stopnia ze powoduje wymioty. Raz mi się to zdarzyło, asystowałem przy egzorcyzmie dziewiętnastoletniej dziewczyny, która brała udział w czarnej mszy w Mediolanie. Trzymałem się dzielnie do momentu kiedy demon doszedł w swoich wyznaniach do momentu anty-komunii. Nie jestem jakiś delikatny bubek i trochę w życiu widziałem,( przed laty dorabiałem punkty na medycynę i pracowałem w szpitalu na gipsowni czasami asystowałem przy operacjach, amputacjach. Ostatnio parę lat byłem na pustyni w Libii, gdzie wybuchła wojna,) więc na widok krwi nie zemdleje, ale wierzcie mi … to co opowiadał demon, przez usta tej dziewczyny odbiegało od wszelkich norm. Może tez dlatego, ze ta opętana to była bardzo piękna i delikatna dziewczyna…Jak o tym wspominam i widzę tych „satanistów” reklamujących się dzisiaj to bym im najchętniej pozakładał pampersy. Czy oni myślą, ze na szatana można dzwonić jak na lokaja albo, ze się można z nim spoufalać. I on na to pozwoli??

Diabeł nie gra fair play, tam nie ma żadnych reguł i żadnej litości!!!

Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak nasza wiara nas chroni. Ja sobie nie zdawałem. Jesteśmy tak nią przesiąknięci, ze kiedy ja odrzucamy, i sobie myślimy, ze teraz już nie musimy się niczego bac, to wtedy – zaczynamy bac się wszystkiego. Na szczęście dla nas – niepotrzebnie – bo nie jesteśmy sami..

A tak swoja droga, to bym każdego zaprosił na taki „seans”, to może wtedy po takim wstrząsie, zaczął by w końcu tak jak ja – naprawdę cieszyć się własnym życiem.