Dlatego wierzę w cuda

Wielu ludzi pytało mnie w życiu, czy wierzę w cuda? Opowiadałem bez zająknięcia – jasne … z urzędu. Co innego mógłby odpowiedzieć ksiądz?

– No a tak prywatnie – dalej mnie nagabywali.

– Tak prywatnie to powiem tak; dzisiaj po latach szwendania się po świecie i wielu rożnych przeżyciach z wieloma różnymi ludźmi w wielu rożnych miejscach, musiałbym być idiotą do kwadratu gdybym nie wierzył. To nie zbiegi okoliczności – nie ma takich przypadków, w ogóle nie ma przypadków są tylko znaki. Taki mądry to ja jestem dzisiaj…po latach. Całe życie byłem zarozumiały bo myślałem, że wiem o co w tym wszystkim chodzi. Jaki człowiek potrafi być głupi?! Dlatego chciałbym dać to świadectwo, żebyście zrozumieli, że „za kotarą” jest coś … coś nieuchwytnego ale czasami można to poczuć.

Albert Einstein kontemplując tą wielka harmonię Wszechświata i praw, które nim rządzą kiedyś powiedział: „Pan Bóg jest wyrafinowany ale nie jest złośliwy”. To znaczy zostawia ślady swojego działania na swoim stworzeniu i można go wyśledzić. I mi się to udało !!! 

Miałem siedemnaście lat jak któregoś dnia moja babcia, święta kobieta, (jak wszystkie zresztą babcie) woła mnie i daje mi jakąś książkę, taki gruby buch. Jak się ma siedemnaście lat, to jest się najmądrzejszym na świecie, wie się wszystko. Dziś to już jak ma się czternaście lat (google). Co to jest babcia !? – pytam. To jest o siostrze Faustynie o Koronce do Bożego Miłosierdzia, ona miała wizje …poczytałbyś coś pożytecznego.

Wizje to ja też miałem, po ostatniej prywatce (kiedyś to były prywatki!!!) – pomyślałem a głośno powiedziałem: babcia co ty mi tu dajesz, ja mam co czytać! Znowu coś wymyśliłaś! Jakieś głupoty!

To był rok osiemdziesiąty pierwszy. Mało kto wtedy odmawiał tę koronkę i mało kto miał czy znał obrazek Jezusa Miłosiernego z podpisem u dołu: Jezu Ufam Tobie.( dziś ma go prawie każdy praktykujący katolik a koronkę odmawia się w wielu kościołach przed tym obrazem).Oczywiście żadnej książki (to był „Dzienniczek” siostry Faustyny) nie wziąłem. Babcia – stara i głupia!- tak wtedy pomyślałem machnąłem ręka i poszedłem.

Kiedy po latach, zostałem księdzem – zakonnikiem, a wcale nie chciałem (ale to osobny rozdział) to przebywając w różnych krajach w Europie czy gdzieś dalej, przestałem się w końcu dziwić, że do którego kościoła bym nie wszedł to wszędzie wisi obraz: Jezu Ufam Tobie – przed którym odmawia się koronkę do Bożego Miłosierdzia !!! Ale gdy parę lat temu wylądowałem w Libii  w Trypolisie wchodzę do kościoła – jedyny Kościół w „okolicy” najbliższy w Tunezji, dookoła świat muzułmański – wchodzę i widzę po lewej stronie Matka Boska Częstochowska – no wiadomo, nasi tu byli a po prawej przy ołtarzu jest! Obraz Jezusa Miłosiernego z podpisem: Jezu Ufam Tobie, tylko po angielsku. No to się wtedy zdziwiłem! Jak on tu trafił? I ciągle przed tym obrazem modlący się – głownie kobiety: Afrykanki, Latynoski, Europejki, Filipinki… I to była pierwsza lekcja której mi udzielił Pan Bóg, drugiej udzielił mi parę miesięcy później.

Woła mnie biskup Martinelli ( Włoch ale urodzony w Libii – to była włoska kolonia) i pyta: na Boże Narodzenie gdzie chcesz jechać: na platformę czy z Celso na pola naftowe? ( my dużo jeździliśmy po rożnych miejscach odprawiać Msze święte, spowiadać, głosić kazania , katechezy głownie dla emigrantów. Ja w Sebha nawet bierzmowałem i udzielałem ślubu)

Kusiła mnie ta platforma (wiertnicza Eni przy wybrzeżu libijskim), ale puścić samego Celso mojego przyjaciela ( filipiński franciszkanin)  taki szmat drogi – bo te pola naftowe znajdowały się głęboko na pustyni!!…

Wyjechaliśmy z Trypolisu późnym popołudniem, kiedy się trochę ochłodziło. Nocą się jedzie przyjemniej ale za to niebezpieczniej, trzeba uważać bo wielbłądy, które się szwendają po pustyni, kładą się na nagrzany asfalt a zderzyć się z nimi to gorzej niż trafić u nas dzika. Jechaliśmy całą noc i cały dzień. Jak ten Celso się na tych wertepach nie pogubił?! Dojeżdżaliśmy do tego campusu akurat kiedy wschodziły pierwsze gwiazdy. Kto był nocą na pustyni to wie o czym mówię. Kto nie był, nigdy tego nie zrozumie. To niebo!!! Te gwiazdy !!Tego nie da się opisać słowami. Po prostu nie da się.  Był  dwudziesty czwarty grudnia – Wigilia !! Ja sam sobie do dzisiaj zazdroszczę tego co wtedy czułem.

W końcu dojechaliśmy. To był wielki camp, wiele firm z rożnych krajów. Na nas już czekali. Pasterkę odprawialiśmy na stołówce. Było prawie ze dwie setki chłopa. Większość to Azjaci, Hindusi, Wietnamczycy, Filipińczycy…Choinki nie było, ale była palma w światełkach i ozdóbkach. Na ścianie wisiał portret Kadafiego. Zawiesiliśmy obok Matkę Boską (dla równowagi), którą mój przyjaciel zawsze woził w samochodzie. Po Mszy świętej Celso mówi do mnie : weź rozdaj ludziom obrazki. On zawsze ze sobą woził rożne gadżety, żeby mieć co ludziom dać. Patrzę co on wziął za obrazki…? Oczywiście Jezusa Miłosiernego. Wziąłem te obrazki i rozdaję. Z tyłu na obrazkach była wydrukowana modlitwa koronki – po angielsku, więc mówię ludziom – ja wam zaraz wyjaśnię jak się na tym modli. Wtedy podchodzi do mnie Hindus – (Hindus!!) i mówi – a co nam tu ojciec będzie tłumaczył? Przecież to koronka do Bożego Miłosierdzia!!!

Pomyślałem wtedy… gdyby trzydzieści lat wczesnej, kiedy moja babcia mi wsadzała ten obrazek z tą modlitwą – koronka do Bożego Miłosierdzia – do ręki a ja się z niej śmiałem i go oczywiście nie wziąłem – gdyby wtedy osobiście objawił się Archanioł Gabriel i mi powiedział: Gutek, dzisiaj tej koronki nie bierzesz ale za trzydzieści lat będziesz zakonnikiem pojedziesz do kraju muzułmańskiego i tam pojedziesz na pustynie i na środku tej pustyni będziesz tę koronkę odmawiał razem z Hindusami i Wietnamczykami – to bym nie uwierzy !! Nie uwierzył !! A żeby było jeszcze ciekawiej to będzie to w Świętą Noc Bożego Narodzenia !!

Tę historię zawsze opowiadałem kiedy głosiłem rekolekcje czy misje w rożnych parafiach, przez ładnych parę lat. Cieszyłem się, że mogę dać takie świadectwo z własnego życia o – dziś chyba – najbardziej znanym obrazie na tej planecie: Jezusa Miłosiernego z zawołaniem Jezu Ufam Tobie. Oraz związaną z nim modlitwą (też już znaną w całym kościele) – Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Żałowałem tylko trochę, ze przygoda w jakiś sposób się zakończyła bo taka historia – opisana tu przeze mnie dość chaotycznie i wielkim skrócie – nie może zdarzać się codziennie. Poza tym co tu jeszcze interesującego może się wydarzyć…? Więc gdyby parę miesięcy temu objawił mi się osobiście po raz drugi Archanioł Gabriel i powiedział: Gutek,  ciekawie – to dopiero będzie! Chyba znowu bym mu nie uwierzył.