Wyznania: dlaczego zostałem księdzem?

Dziwie się , że ludzie chodzą do kościoła! Ja chodzę bo mam blisko i mi za to płacą. Ale ludzie? Tak naprawdę to po co chodzicie do kościoła…? No, żeby się modlić – jasne. I o co się najczęściej modlicie? O zdrowie! I co? Zdrowsi jesteście? Przestajecie chodzić po aptekach? Spada wam cholesterol czy trójglicerydy, przestaje was łupać w kościach? Nie! O co się jeszcze modlicie? – O pokój. Na każdej Mszy św. I co? Wystarczy włączyć wiadomości: pokój w Syrii, Iraku Somalii, Rwandzie, w naszej Ojczyźnie, że o naszych rodzinach to już nie wspomnę!! O co się jeszcze modlicie…? no, bądźmy szczerzy – żeby nam było lepiej, też ekonomicznie, żeby to nam się wszystko jakoś układało. I co? Poprawia wam się? Śmiem wątpić! Jak wam się układa z bankami? Przysyłają Wam na święta życzenia – czy rachunki i to z takimi cyframi z kosmosu, ze sam ogoniasty by się w tym nie połapał skąd oni to biorą?!

Księża na was krzyczą (może nie wszędzie), że jesteście grzesznikami (no bo jesteście). Za nim wyjdziecie to musicie jeszcze zapłacić, tzn. rzucić na tace i za tydzień znowu jesteście!! I gdzie tu sens i logika?!! No, właśnie…..tu nie ma ani sensu, ani logiki… Istnieją rzeczy, których nie da się wytłumaczyć racjonalnie. I właśnie do nich nalezą te najpiękniejsze: przebaczenie, miłość, wiara i nadzieja. Tego nie da się pojąć umysłem, to można zrozumieć jedynie sercem. Dlatego ten kto w tym nie jest – nigdy tego nie zrozumie…Dlaczego ludzie są gotowi oddać swoje życie za tych których kochają i za to co kochają i w co wierzą? Dla nich będziemy zawsze ciemnogrodem i średniowieczem. Dla innych będziemy tym czym naprawdę powinniśmy być – nadzieją!

Kilkanaście lat temu, kiedy mieszkałem i pracowałem w Las Palmas na Grand Canarii, postanowiliśmy z moim przyjacielem ks. Maćkiem (trochę poganiani przez naszych rodaków) zacząć odprawiać Msze święte po polsku. Maciek, który był dłużej na wyspie i był bardziej „poukładany” dogadał się z Franciszkanami i mogliśmy raz w tygodniu w Niedziele odprawiać w ich kościele. Jako, że miał własną parafię w środku wyspy w Santa Brigida, słodki ten obowiązek przypadł w udziale głównie mi.

Kościół był położony o rzut kamieniem od plaży, jednej z piękniejszych na świecie, położonej w środku miasta słynnej i pięknej playa de Las Canteras. No, tak to można pracować – mówiłem sobie zawsze kiedy wychodziłem z wody! Wycierałem się i suszyłem idąc prosto do kościoła. Którejś pięknej niedzieli zszedłem z plaży i szedłem ulica do kościoła, było dosłownie pięćdziesiąt metrów, W  pewnym momencie aż przystanąłem. Zaraz koło kościoła był wjazd do podziemnego garażu. Właśnie wyjeżdżał mercedes, z tych „tłustych” i chyba miał polską rejestracje. Co tu robiłby polski samochód. Na wyspach pięć tysięcy kilometrów od kraju? Przywidziało mi się! Poszedłem do zakrystii przygotowałem wszystko do Mszy św., żałując przy tym, że nie mam tu ani ministranta ani kościelnego. Ubrałem się w albę i wyszedłem przed kościół witać i zagadywać ludzi przychodzących się pomodlić. Ta dzielnica była pocięta takimi małymi wąskimi uliczkami i ja się tam zawsze gubiłem w tym labiryncie. Nagle widzę z takiej bocznej wyjeżdża ten mercedes. Patrzę i rzeczywiście ma polska rejestracje – mało tego szczecińska!! Moje miasto! No wiecie co?! Kto to tu mógł trafić i jak?!Całą msze o tym myślałem. Po wszystkim pożegnałem się z ludźmi i miałem już zamykać drzwi kiedy do środka weszło parę osób. I to jakich?

Karki to im się zaczynały zaraz za uszami, łapska mieli jak bochny, wielkie bary i do tego łysi. Chociaż było gorąco to na grzbietach mieli czarne skory nabijane nitami, szczeny – kwadratowe. To już wiedziałem kto to przyjechał tym mercedesem. Podszedł do mnie najniższy, co nie znaczy, że mały i mówi: ee ty, gdzie tu jest ksiądz? (byłem ubrany normalnie) – to ja odpowiedziałem trochę niepewnie, bo na kolędników nie wyglądali. A jest tu jeszcze jakiś inny polski kościół. Mówię że nie – tylko ten i zaraz pytam: jesteście ze Szczecina? – Taaa i okolic. Ja też jestem ze Szczecina. Taaak? Aż go trochę zamurowało.

Mam przyjaciela Leszka, z którym od wielu lat współpracuje to znaczy kiedy jestem w Polsce a on potrzebuje księdza to w miarę możliwości mu pomagam. Prowadzi domy opieki dla bezdomnych ale głównie udziela się w więzieniach i ja miałem to szczęście wiele razy być razem z nim spowiadając, głosząc kazania, odprawiając msze święte w tych „monasterach”. Tak więc chcąc nie chcąc poznałem wielu „współbraci”. Wiec teraz ja pytam mojego gościa – to musisz znać – i tu rzuciłem parę ksyw…Trzeba było widzieć to zdziwienie, a potem ten szacunek w jego oczach. W końcu wystękał: no ja to tak – ale ksiądz skąd ich zna?! Nie zawsze byłem księdzem odarłem tajemniczo. A ty jesteś…? – Pióro proszę księdza odpowiedział grzecznie. Tak poznałem Pióro – wtedy nie wiedziałem kto to jest i po co tu przyjechał, ale zaraz się dowiedziałem. Przyjechaliśmy trochę rozruszać tę wysepkę – proszę księdza. Chcieli mianowicie otworzyć knajpę i burdel. I może jeszcze kasyno ale pewni nie byli. Ulokowaliśmy się na południu wyspy – mówi Pióro – może ksiądz do nas wpadnie. Jak tylko będę mógł – odpowiedziałem. No to w takim razie do zobaczyska – ziomal, mrugnął do mnie , zabrał swoich żołnierzy i zniknął.

Ziomal!? Tak, jeszcze tego mi brakowało. Wieczorem dzwonie do moich przyjaciół do Szczecina i pytam kto to jest mój nowy parafianin. Po dwóch minutach już wiedziałem. Zawodnicy pierwszego stopnia. Miał na imię Jacek. Następnej Niedzieli jadę do kościoła – oczywiście ziomale są. Trochę się bałem jak na to zareagują ludzie. Ale było spokojnie. Później chłopakom zacząłem tłumaczyć żeby do kościoła ubierali się trochę inaczej, bo ludzi wystrasza. No to się następnym razem ubrali w jakieś t-shirty z pyskami jakiś psów na przodzie. Ale za to czwartym razem przyjechali do kościoła ubrani jak Hawajczycy. Gdyby nie te gęby to może i mogliby uchodzić za regularnych turystów. Pióro ze swoja kompanią był w kościele co tydzień. Któregoś razu nie miał kto czytać czytania więc mowie: Jacek weź i przeczytaj. Ja ?? Co ksiądz ?? Weź i czytaj. To było czytanie z Apokalipsy. Podszedł do ambony  i zaczął czytać. Co chwila przerywał i patrzył na kościół czy ktoś się z niego przypadkiem nie śmieje. Słowo daje – pomyślałem – jak ma klamkę to zaraz kogoś zastrzeli. Od tego dnia zaczął czytać i służyć coraz częściej.

Zbliżała się Wielkanoc. Ustaliłem z przełożonym franciszkanów ze Wigilie Paschalna odprawimy razem po polsku i hiszpańsku. I tak tez ludziom ogłosiłem. Podchodzi do mnie Pióro i mówi: to my będziemy za tydzień wszyscy – proszę księdza. Jacy wszyscy – pytam. (zawsze przyjeżdżali w czwórkę Pióro, dwóch żołnierzy i narzeczona. Nawet ze święconka. To trzeba było widzieć jak oni te koszyki nieśli!) – No wszyscy moi, no i dziewczyny też. Zrobiło mi się ciepło bo do mnie dotarło, że on ma burdel i chce przyprowadzić wszystkie prostytutki ….No nie! – Jacek tak właściwie wszyscy to nie musicie przyjeżdżać – zacząłem coś bełkotać bo nie wiedziałem co powiedzieć. Miałem mieszane uczucia przed tą mszą święta tydzień później. Co prawda Jezus nie odtrącał jawnogrzesznic i tak nakazał czynić uczniom a co za tym idzie nam tez. I tak poza tym głosi Ewangelia, ale to teoria a praktyka to jednak praktyka.

Poświeciliśmy ogień na zewnątrz i wchodzimy w ciemności do pełnego kościoła ludzi. Podchodzimy do ołtarza wszyscy zaczynają zapalać świece robi się jaśniej i jaśniej. Patrzę po lewej stronie pierwsze trzy ławki a w nich Pióro, jego żołnierze i … wszystkie „siostry”, każda z zapalona świeca i różańcem w ręce…..Nie jestem jakiś płaczliwy bubek ale jak patrzyłem na nie tak kurczowo ściskające te różance i na ich oczy pełne łez…to moje też się zaszkliły. Jaki ja jestem głupi – pomyślałem – bo w tym momencie zrozumiałem. Zrozumiałem kiedy patrzyłem na te dziewczyny, na ich twarze, tak smutne a jednocześnie tak czegoś pełne … nadziei? Ilu z nas ma poharatane życie, pobłądzi, upadnie, zostanie odtrąconych, żyje dźwigając tego swojego garba jakim jest poczucie winy – w osamotnieniu. Ilu czasami wstydzi się i żałuje tego co w życiu zrobili. Sam do nich należę. Cale życie dziwiłem się dlaczego Pan Bóg powołał taka miernotę jak ja na księdza? Bo lepszy od innych nie byłem, a pewnie gorszy. W tym momencie zrozumiałem. Wiedziałem dlaczego, bo odczułem to na sobie i zrozumiałem w końcu dlaczego zostałem księdzem!! – Bo mam to powtarzać nieprzerwanie i nieustannie wszystkim w około, żeby to do nich dotarło i w końcu zrozumieli:

Pan Bóg was nie kocha wtedy kiedy jesteście dobrzy – Pan Bóg was kocha zawsze!