Boże Ciało

Idę po południu ulicą, stąpam po płatkach kwiatów i każdy krok stawiam z większą uwagą, lekkim podekscytowaniem, bo wiem, że przechodził tędy mój Pan. Ten, który daje mi życie. Dziś rano wśród tłumu ludzi, wśród pieśni, dzwonków i kwiatów szedł ulicami naszego miasta.

Dzieci sypią Jezusowi kwiaty. Też sypałam. Wstawałam o świcie, biegłam do okolicznych ogrodów i prosiłam właścicieli o płatki kwiatów na procesję. Niewiele wtedy rozumiałam, nie kontemplowałam miłość Marii do Jezusa, niezbyt pojmowałam obecność Jezusa pod postacią chleba i wina. Czy dziś pojmuję więcej? Czy idąc ulicami za Jezusem są tacy, którzy pojmują więcej lub mniej? Myślę, że są tacy, którzy chcą kochać i którzy pragną doświadczać Jego miłości, że są tacy, którzy mówią „wierzę, choć nie pojmuję”. Są też tacy, którzy idą, bo taka jest tradycja. Bez zastanowienia.
Nie kalkuluję, nie mierzę, nie analizuję, ale z szacunkiem i uniżeniem klękam przed Jego Ciałem.

W świecie, w którym szacunek zdobywa się siłą, stanowiskiem i majątkiem, klękamy przed Bogiem, który  jest niesiony pod postacią chleba przez słabych ludzi.
W świecie, w którym wszystko musi być naukowo uzasadnione, w którym rozwój technologii pozwala wyjaśnić wszelkie zagadnienia, jest Tajemnica, przed którą klękamy i wyznajemy Credo.

Myślę o Marii, która wylała na ciało Jezusa drogi olejek i otarła je swoimi włosami. Nie kalkulowała ile straci, nie myślała, że ktoś może ją wyśmiać.

Może wśród tłumu spotkam kobietę, która szlachetnym i drogocennym olejkiem namaszcza Jego ciało, a włosami swymi je ociera…
Bo kocha.

A może usłyszę oburzonego tym Judasza, który szybko, niby w trosce o ubogich, przeliczy olejek na pieniądze…
Bo nie kocha.

Przestaję kalkulować, przestaję mędrkować, rozumieć, tłumaczyć, zaczynam wchodzić w Jego świętą obecność. Najpiekniejszą rzeczywistość, jaką znam. Przestają liczyć się tłumy lub ich brak na ulicach i w kościołach. Moje życie zaczyna przenikać woń olejku nardowego. Kościół napełnia się jego wonią. Czujesz ten zapach?
Tak pachnie miłość…

Święty, Święty, Święty…