Matka

Każda kobieta powołana jest do macierzyństwa. Dlatego Dzień Matki i Dzień Kobiet powinny być obchodzone jako jedno święto. Nie każda kobieta rodzi dzieci z ciała, ale każda jest powołana do kochania innych miłością macierzyńską.

Najpiękniejsza rzecz, jaką odkryłam jako matka to tzw. intuicja. Macierzyństwa nie da się wyuczyć. Na macierzyństwo trzeba się otworzyć. Jak na Ducha Świętego. I wtedy słowa „I poczęła z Ducha Świętego” stają się w pewnym wymiarze także naszą rzeczywistością. To jest moment zgody na wolę Boga. Nie forsowanie na siłę swoich pomysłów na życie, swoich planów, wyobrażeń i celów. Nie trzymanie się kurczowo swoich obaw, ale decyzja: „Fiat mihi”. I wtedy wkracza Bóg, a nasze oczy oglądają cuda.

Macierzyństwo daje niezwykłą siłę. Szczególnie, kiedy jest ciężko, kiedy wydaje nam się, że zmęczenie nas pokona, że nie udźwigniemy tego ciężaru, że nasze ciało jest zbyt słabe, a psychika jeszcze bardziej. Wtedy otrzymujemy niezwykłą siłę. Ostatnio krążyło w sieci świadectwo Ewy, która bardzo wiele wycierpiała w ciąży, przy porodzie, ale także po. Czytałam i płakałam. Myślę, że większość matek płakała czytając to świadectwo z tego samego powodu co i ja. Bo wiele z nas ma podobne doświadczenie. Bo ja też słyszałam, że cudem uratowali mnie i dziecko. Też widziałam przerażenie i determinację w oczach lekarzy walczących o nasze życie. Jako matki jesteśmy w stanie przejść o wiele więcej niż mogłoby się zdawać możliwe. Przekraczamy wszelkie progi bólu, pokonujemy swoje słabości, jesteśmy w stanie tygodniami czuwać w szpitalu przy chorym dziecku na taborecie bez oparcia, czekać godzinami na jego powrót do domu, wierzyć w poprawę, kolejny raz zaufać, choć tyle razy coś poszło nie tak… Zawsze w momentach zmagania się z cierpieniem myślę o Maryi pod krzyżem. Bezsilność, a zarazem ogromna siła. Matka nie wpada w histerię, choć cierpi, nie przeklina, choć ból przeszywa jej serce. Siła miłości…

Znam mamy, które były świetnymi opiekunkami swoich małych dzieci, a później stały się zupełnie bezradne, kiedy ich dzieci zaczęły żyć swoim życiem. Okazało się, że poza karmieniem, ubieraniem i kupowaniem zabawek jest jeszcze coś o wiele bardziej istotnego. Budowanie więzi. Rozmowy, przytulenie, zainteresowanie rzeczywistością drugiego człowieka. Obecność.

Czasem czuję się jak ta figurka w kapliczce. Przychodzą pochwalić się sukcesami, wypłakać się, kiedy ogarnia smutek, przygniata życie. Wystarczy, że jestem, słucham, przytulam choćby spojrzeniem, otulam płaszczem rozedrgane serca. Tak pojmuję moje macierzyństwo. Obecność…

Maryjo, Matko nasza, módl się za nami.