„Nie bój się”

Nie wiem, czy jest lepsze narzędzie do sterowania drugim człowiekiem, całym nawet tłumem niż strach. Wykorzystywany od zawsze na różne sposoby i prawie zawsze świetnie się sprawdzający. A czego człowiek boi się najbardziej? Bólu, cierpienia i śmierci. Ale boi się też biedy, samotności, odrzucenia…

Kiedy byłam nastolatką, czytałam sporo gazet. Wojna na Bałkanach, nieustanne wojny i pokoje na linii Izrael – Palestyna, informacje na temat możliwości użycia broni atomowej i biologicznej… Pamiętam dokładnie moment, kiedy jechałam pociągiem z gazetą w ręku i nagle jakby mi ktoś zalał glowę czarna smołą. Pomyślałam, że na świecie jest tyle zła i cierpienia, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić człowiekowi, to go w tym świecie urodzić. I postanowiłam nagle, że nie urodzę dzieci. Na szczęście moment zamroczenia trwał tylko chwilę. Świat powoli znowu nabrał kolorów i z czasem zapomniałam o tym swoim przerażeniu.

Ale wiem, że są ludzie, którzy całe życie skupiają się na złu, całe życie mają wszystko oblane czarną smołą. Nie mają siły wstać, pracować, rozmawiać, rodzić, kochać… Jedyne uczucia, które jeszcze w nich drgają to smutek i lęk.

Jezus to wiedział. Znał już wtedy nasze lęki. Wiedział, że będziemy się bali bólu rodzenia, cierpienia nie tylko swojego, ale naszych bliskich, naszych dzieci, że będziemy bali się śmierci, że codziennie w lęku będziemy śledzić ilość zakażeń i zgonów covidowych, że będziemy chcieli uciec od tego wszystkiego. Niektórzy w alkohol, narkotyki, samobójstwa… Wiedział, że będziemy bali się biedy i bomb spadających na nasze domy. Może dlatego w Biblii podobno 365 razy Bóg mówi do mnie i do Ciebie „Nie lękaj się”.

Wiem, że człowiek wolny, nawet jeżeli na chwilę obleje go zimny pot i serce zacznie walić jak młot, nie pozwala, by rządził nim strach. Stąd spokój Edyty Stein, która w momencie, kiedy idzie na śmierć mówi do swojej siostry „Chodź, idziemy za nasz naród.”, dlatego odważna decyzja O. Maksymiliana, żeby oddać życie za współwięźnia, który ma żonę i dzieci, dlatego postawa wielu świętych ludzi, którzy nie popadają w rozpacz, nie obwiniają, nie bluzgają, nie uciekają, ale z pokojem w sercu, z oczami, których spojrzenia nie mogą znieść oprawcy, z miłością stają w obronie słabszych i potrzebujących. To jest prawdziwa wolność. Zawsze idąca w parze z odwagą, pokojem i miłością.

I choć wszystko dookoła krzyczy, że mam się bać, choć mam codziennie sporo powodów, by wpaść w panikę, to prawdziwa wolność od tego wszystkiego jest we mnie. Pochodzi od Boga. Jeżeli karmię się Jego słowem, jeżeli każdy dzień poddaję Jego władzy, to staję się odporna na zło. Ono istnieje, ale nie ma do mnie dostępu. Ono chce mnie zabić, ale większy jest Ten, który jest we mnie. Dlatego urodziłam sześcioro dzieci, którym mogę opowiadać o swoim doświadczeniu miłości, która usuwa lęk… I choć czasem wkrada się w moje serce jakaś obawa, strach, czasem ktoś próbuje mnie zastraszyć, żeby mieć nade mną władzę, to ratunek znajduję w modlitwie. Mam Przyjaciół, do których w trudnej sytuacji, nawet w środku nocy, mogę zwrócić się z prośbą o wstawiennictwo. Wspólnie stajemy przed tronem Najwyższego. Wraca pokój…

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.” (J 14)