Niedoskonali

Nie mieliśmy w domu książek religijnych. Nikt takich rzeczy u nas nie czytał. Najpierw wystałam w kolejce do kancelarii parafialnej Biblię Tysiąclecia. Czytałam zakochując się w każdym słowie. Drugą książkę kupiłam u proboszcza mając 11 lat. Wsiadłam na rower i pędzilam do domu, żeby jak najszybciej usiąść i czytać. „Zapiski więzienne” Kard. Wyszyńskiego. Niewiele wtedy rozumiałam. Prawie nic. Chwilę później odeszłam z Kościoła, ale „Zapiski” we mnie gdzieś głęboko zostały. I myślę, że pomogły też wrócić.

17 lat temu trafiliśmy do Komańczy. Zaczepila nas staruszka siostra, siedziała gdzieś z boku przed klasztorem. Wspominała Kard. Wyszyńskiego. Dowcipna, błyskotliwa, wyjątkowa. S. Eliza Malczyk miała wtedy 92 lata. Katechetka szykanowana i karana przez władze PRL za nauczanie religii w Komańczy i okolicach. W sądzie powtarzala, że te kary nic nie zmienią. I tak będzie dalej katechizować. Będzie pokonywać dziennie 20 km od wsi do wsi i mówić dzieciom o Bogu. W słońcu i deszczu, przez łąki i błota. Na nogach, czasem ktoś podwiezie ją kawałek furmanką. Niosąca ludziom nie tylko wiedzę, ale też troskę i miłość. Kawałek życia spędzi pod jednym dachem z Kardynałem. Pilnowani przez służby, izolowani od normalnego życia będą przeżywać wielkie umocnienie swojego życia w Bogu.

Kiedy przyglądam się życiu tych, którzy świadectwem swojego życia umacniają mnie w wierze, widzę moc, która doskonali się w słabości. Widzę osłabionego chorobą Kardynała leżącego krzyżem na zimnej posadzce kościoła. Widzę S. Elizę brnącą w błocie przez bieszczadzkie lasy. Widzę schorowanego biskupa, który nie ma nawet siły stać przy ołtarzu. I niewidomą S. Różę…

„Byłem tak słaby, że wygodniej mi było leżeć krzyżem na ziemi, niż stać… Byłem święcony przez chorego, ledwo trzymającego się na nogach biskupa Wojciecha Owczarka.” (Kard. S. Wyszyński wspominając swoje świecenia kapłańskie)

Święci. Tacy niedoskonali w oczach świata. Słabi, chorzy, oskarżani i szykanowani. Piękni ludzie. Przezroczyści. Bo patrzymy na ich życie i widzimy piękno Boga, Jego dobroć, troskę i miłość. Bliskość.

Kupiłam sobie tylko dwie książki…

„Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie! Oto Pan Bóg mnie wspomaga. Któż mnie potępi?” (Iz)

Fot. Internet