Pragnienie

Buty leżały na szafie. Rok albo dłużej. To była kwestia szczęścia, czy akurat w dniu Pierwszej Komunii Świętej nie będą za małe. W za dużych była opcja wypchania watą. W za małych już tylko ból. Pasowały idealnie, ale do kościoła i tak musiałam pójść w kaloszach. Sukienkę uszyła mi mama. Byłam jedyną dziewczynką w kościele w sukience do kolan, a nie do kostek, bez tiulów, koronek i falbanek. Jedyny żywy zielony wianek z mirtu. Wszystkie mokre peleryny, parasole i kalosze zostały w zakrystii. Później powrót w ulewie, obiad dla gości w naszym trochę ponad 30-metrowym mieszkaniu, nabożeństwo w kosciele i sesja z fotografem. Na drugi dzień festiwal przechwałek, choć i tak w stosunku do dzisiejszych koni i kawalerek było skromnie – rowery, zegarki i pieniądze.

Sporo mówiło się o tym, że to ważna data. Fatima, zamach… Jezus? Nikt poza ksiedzem o Nim nie wspomniał.

Mimo że starałam się podejść do tematu najpoważniej jak potrafiłam, z perspektywy czasu widzę, że niewiele pojmowałam. Egzamin przed Komunią. Pytanie o główne prawdy wiary i dobroduszny ksiądz proboszcz. Uwielbiałam czytać Pismo Święte. Ale w moim otoczeniu nie było nawet jednej osoby, z którą mogłabym na ten temat porozmawiać. W domu modliliśmy się tylko w Wigilię. I ta Komunia przy całym moim pragnieniu przeżycia czegoś głębiej, była zdominowana akcją organizacyjną. Próby, ustawienia, przywitania, przemówienia, wręczanie kwiatów, fotograf, obiad, biały tydzień… Wszystko świetnie wyreżyserowane, tempo działań dynamiczne. Czułam się pionkiem przestawianym krok w prawo, krok w lewo, wszystko musiało wyglądać idealnie.

Parę lat temu rodzice w klasie jednego z naszych dzieci (w szkole prowadzonej przez siostry), w gorączce przygotowań do I Komunii, wahali się pomiedzy odwołaniem Maratonu Krakowskiego a wybudowaniem kładki dla pieszych nad ulicą Grodzką. Tygodnie dyskusji, lawina złych emocji, czas… I kiedy pomyślę, jaki sygnał docierał wtedy do ich dzieci, to mi ich szczerze żal.

A przed Komunią? Egzaminy, odpytywanie z katechizmu i modlitw… Czy ta wiedza wpływa na nasze życie? Na jakimś etapie tak. Ale do I Komunii Świętej jest wg mnie zupełnie nieprzydatna, a forma przepytywania dzieci odpychająca oraz zniekształcająca obraz przygotowania i wydarzenia, jakim jest pierwsze przystąpienie do Stołu Pańskiego. Czy dziecko umiejące wymienić główne prawdy wiary przyjmie Pierwszą Komunię Świętą bardziej godnie od tego, które nie umie ich zapamiętać? A może doktor teologii? Ksiądz? Katecheta?

Dzieci w sposób naturalny chłoną prawdę o Bogu, Jego istnieniu i miłości. Ale trzeba im o tym Bogu chcieć i umieć opowiedzieć. Nie w infantylny sposób misiami, pacynkami i innymi wygłupami. Dzieci potrafią o Bogu mówić o wiele poważniej niż my dorośli. I to dzieci są zwykle dużo bliżej prawdy o Bogu niż ci, którym się wydaje, że wiedzą o Nim wszystko. To, czego musimy dzisiaj uczyć dzieci, to szacunku dla miejsca, osoby i wydarzenia. Wychowywane w tzw. wolności nie potrafią odróżniać placu zabaw od świątyni, kolegi od dorosłego, zabawy od liturgii.

Lubię opowiadać dzieciom o Bogu i czytać im Biblię. Historie biblijne dobrze przekazane są dla nich pasjonujące. Tłumaczę im liturgię – znaki, gesty, słowa… Wchodzimy czasem do kościoła, kiedy jest pusty i spędzamy tam czas. Opowiadam historie przedstawione na obrazach, freskach i witrażach. Niedużo mówię. Zostawiam miejsce dla ich wyobraźni, skojarzeń. Pozwalam się zachwycić. Czasem tylko światłem wpadającym przez witraż, ciszą, sacrum… Delikatnie wprowadzam ich w przestrzeń, w której mają szansę, by kształtował ich Ten, który najlepiej wie jak trafić do serc. Do Komunii Świętej, podobnie jak do innych sakramentów nie przygotowujemy dzieci w tej czy kolejnej klasie, ale właściwie od pierwszych dni ich życia, każdego dnia.

Czy my, dorośli, pojmujemy więcej z Eucharystii niż dzieci? Może jakieś nauki na ten temat, ale nie jej istotę. Czasem myślę nawet, że im jestem starsza, tym bardziej czuję się tą 9-letnią dziewczynką, która w kaloszach i pelerynie narzuconej na białą sukienkę mknie w strugach deszczu do kościoła, wciąż z tą samą nadzieją, że może wreszcie pojmę coś więcej oraz z pragnieniem doświadczenia czegoś głębiej i mocniej. Teraz już wiem, że to pragnienie jest błogosławieństwem, pociąga mnie ku Temu, który jest odpowiedzią na wszystkie pytania i spełnieniem wszelkich wołań mojego serca.

Choć Cię nie pojmuję, to jednak kocham…