Sadzawka przy Owczej Bramie

Zawsze mnie zachwycała ta Ewangelia czytana przed 2 dniami: J 5, 1-16. Muszę się tym podzielić…

Byłam tam 2 razy. Przeżyłam wstrząs uświadamiając sobie, że On zawsze leczy kiedy wie, że jest to potrzebne, niezbędne, konieczne. Nie akurat mnie. Może patrzącym? Może tym, którzy mi nigdy nie pomogli wskoczyć do tej wody po poruszeniu skrzydłem Anioła? Może tym, którzy mnie kochają i cierpią bardziej niż ja sama, widząc moje trudności i zależności? Może komuś, kto nawet i po długim czasie przeczyta o tym gdzieś w sieci? Każde uzdrowienie ma przesłanie.

Ale Jezus nie czyni tego bezwarunkowo. Zapytał przecież: czy chcesz wyzdrowieć? Co za pytanie! A jednak! Ważne, może najważniejsze: czy chcesz być zdrowy? Czy chcesz być oczyszczony, jak trędowaty? Czy chcesz widzieć ten piękny świat po latach mieszkania w ciemności? Czy chcesz poczuć wolność dziecka Bożego, wolność od swoich uwikłań, słabości, grzeszności. Czy chcesz?

I jeszcze jedno pytanie: czy wierzysz, że mogę?… pyta Jezus. Też niekoniecznie chodzi o moją wiarę. Przecież uzdrowił paralityka widząc wiarę tych, którzy go przynieśli i spuścili przez dach z powodu tłumu wokół Jezusa. Innym razem ojciec błaga: przymnóż mi wiary! Syrofenicjanka, urzędnik królewski, kobieta, cierpiąca od tylu lat na upływ krwi, i ta, co łzami umywała i włosami ocierała Nogi – wszyscy doznali łaski, bo wierzyli w Jego MOC. Idź – i niech ci się stanie wg wiary twojej. Czy jestem w stanie uwierzyć, że On może mnie uzdrowić? Moje ciało? Moją duszę? Zaleczyć moje choroby, opatrzeć moje rany, uwolnić moją duszę od zła wszelkiego? Czy wierzę? Panie, przymnóż mi wiary, wzmocnij tę słabiutką, kulejącą, wlokącą się tam gdzieś daleko za mną, na obrzeżach…

A byłam świadkiem wielu uzdrowień, gdzie nie dało się zauważyć spektakularnego, natychmiastowego działania Boga. Ale czy moje ręce mogłyby to zdziałać? Czy moja wiedza jest wystarczająca, żeby chorego wyrwać ze śmiertelnej dolegliwości? Czy mam choć ułamek mocy, żeby przywrócił oddech dziecku z trudem urodzonemu? Czy mogłabym wywołać uśmiech na twarzy cierpiącej siostry, umierającego brata? Przecież wiem, że to jest ZAWSZE JEGO DZIAŁANIE. A mną posługuje się tak i wtedy, gdy Sam chce działać. Czy mogłabym komukolwiek pokazać jak jest KOCHANY PRZEZ OJCA w NIEBIE? Moja bezsiła… Przecież Go nie widać!!! Jak pokazać tę MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWĄ, DO KAŻDEGO. Do każdego! Jak?

Panie, weszłam w ten okres przygotowań do obchodów Twojej Paschy z nadzieją. W Tobie złożoną. Wierzę – zaradź memu niedowiarstwu! Ufam – niech Matka Nadziei wzmacnia tę moją słabiutką, niewydolną. Chcę kochać Twoją Miłością, która wszystko zwycięża, uzdrawia, wyzwala, wzmacnia na drogę do Ciebie, do nieba. Chcę Cię przyprowadzić do każdego człowieka, który nawet nie wiedząc – czeka na Ciebie, na Twoje uzdrowienie, może nawet 38 lat? A może 60? Panie, ufam i czekam… I błagam…