Pęknięcie

Wrzesień 2021… Klasa druga, do której przychodzę poprowadzić pierwsze zajęcia z religii w nowym roku szkolnym to bardzo sympatyczne dzieciaki z różnych środowisk. Uczyłem ich już w pierwszej klasie. Wiele razy mówili mi, że bardzo lubią religię i atmosferę jaka na niej panuje.

Po wejściu do sali lekcyjnej  zostałem otoczony przez gromadkę dzieci. Tak się przykleiły, że nie mogłem dojść spokojnie do biurka. Nie widzieliśmy się ponad dwa miesiące. Od razu zaczęli opowiadać co robili na wakacjach.

Wśród nich była mała Ania*. Jedna z mniejszych dziewczynek uczących się w tej klasie. Była najbardziej wtulona ze wszystkich dzieci. Jako jedyna nie mówiła nic…  Tuliła się tylko. Było to o tyle zastanawiąjące, że Anię zapamiętałem jako jedno z bardziej radosnych, rozbrykanych a przy tym gadatliwych dzieci.

– Aniu – słyszę głos pani Agaty*, wychowawczyni Ani – Aniu, chodź idziemy do biblioteki.

Ania wtuliła się jeszcze mocniej.

– Aniu, udusisz pana Kamila. Chodź, idziemy do biblioteki – ponowiła prośbę pani Agata.

Pani Agata zauważyła moje pytające spojrzenie bo zaraz wyjaśniła, że rodzice Ani postanowili wypisać zarówno ją jak i jej, przygotowującą się do Komunii, starszą o rok siostrę z zajęć religii.

– Podali przynajmniej jakiś powód?

– Niestety. Nie mówili dlaczego. Taką podjęli decyzję.

Po tych słowach, pani Agata wzięła Anię za rękę i odprowadziła do biblioteki. Dotarło do mnie, że w tym momencie straciłem uczennicę… Nie było mi z tym dobrze.

Tydzień później ponownie przychodzę do tej klasy. Mała Ania czekała na mnie już na korytarzu. Podbiegła do mnie, chwyciła za rękę i wprowadziła do sali lekcyjnej. Nie odeszła do innych dzieci. Wtuliła się.

Pani Agata przyglądała się tej scenie dość uważnie.

– Aniu co tym rodzicom przyszło do głowy…? Przecież ty lubisz religię i pana Kamila.

– Nie wiem – odpowiedziała, nie odrywając się przy tym nawet o centymetr.

– Aniu wiesz, że teraz będziesz musiała iść do biblioteki? – zapytała wychowawczyni.

Ania podniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Jej zwykle radosna buzia, tym razem była wyraźnie smutna.

***

Ania już niemal miesiąc nie uczestniczy w zajęciach religii. Mimo to jako pierwsza przybiega się przywitać, za każdym razem jest przy tym mocno wtulona i za każdym razem ktoś ją musi odkleić by w końcu móc odprowadzić do biblioteki.      

***

Pracuję jako katecheta, równo 10 lat. W tym czasie nie notowałem zbyt wielu odejść. W zasadzie mogę je policzyć na palcach jednej ręki. O wiele częściej widzę, że dzieci same się garną do tych zajęć. Mam na myśli dzieci z podstawówek. Widzą, że lekcje nie są sztywne. Jest czas na to żeby się pośmiać, powygłupiać, ale też porozmawiać na poważne tematy. Czasem też ponarzekać na otaczającą rzeczywistość. Dzieci szukają prawdy i są na nią wyczulone o wiele bardziej niż my dorośli. Spotkanie z prawdą bywa nieprzyjemne, uwiera, skłania do przemyśleń i weryfikacji ścieżki którą się obrało. Nie wszystkich na to stać. Wygodniej jest uciekać i udawać, że jest dobrze.

Świat, w którym żyjemy jest trudny. Dzieci to dobrze widzą. Uważnie też obserwują postępowanie swoich rodziców i nieraz pod wpływem zajęć z religii odkrywają, że coś nie jest tak jak być powinno. Szukają więc prawdy, zadają pytania, a odpowiedzieć na nie, wcale nie jest łatwo. Czy tak jest w tej sytuacji? Trudno powiedzieć. Widzę natomiast, że tradycyjnie pojmowana rodzina jest dziś narażona na wiele niebezpieczeństw wymierzonych w jej dobro.

Fot.: Internet

  

* na potrzeby tekstu, imiona bohaterów zostały zmienione