Przestrzeń miłości

Okres Wielkiego Postu i następujący po nim Okres Wielkanocny jest dla mnie czasem, w którym często myślę o ludziach, którzy oparli swoje życie o fundament Ewangelii. Zastanawiam się, czy jest we mnie na tyle miłości i wiary by w chwili próby móc być taki jak oni.

Jezus kiedyś powiedział takie słowa: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity» (J 12, 24).

Krew męczenników ginących za wiarę i przykład ludzi autentycznie nią żyjących, a więc posłusznych Objawieniu Bożemu, przynosi zbawienne owoce w życiu duchowym wielu ludzi. Kontemplacja i naśladowanie ich postaw powiększają w duszy przestrzeń miłości. Otwierają ją tym samym na pokój w czasie zamętu i oczyszczają z tego co słabe. Owo poszerzenie nie jest procesem bezbolesnym, bo w istocie jest zranieniem rozpoczynającym proces obumierania dla samego siebie prowadzącym do życia dla innych.

Św. Teresa z Lisieux  o tym nowym, bo przemienionym przez miłość, stylu życia pisała między innymi takie słowa:

Żyć miłością, to Ciebie w sobie strzec,
Słowo niestworzone, Słowo Boga mojego.
Dobrze wiesz, Boski Jezu, że Cię kocham,
Duch Miłości ogarnia mnie swym ogniem…
Miłując Ciebie, przyciągam również Ojca
I nie wypuszczam Go już  z serca,
Jesteś więc, Trójco, zakładnikiem mym,
Mej miłości.

Żyć miłością, to nie znać co to strach,
Nie powracać ciągle do przewinień przeszłości.
Żaden ślad nie pozostał po mych grzechach,
Wypaliła je miłość w jednej chwili…
Boski Płomieniu, łagodny bardzo żarze,
W Tobie mieszkanie swe wybieram
I w Twym ogniu śpiewam ile chcę,
Żyć miłością.

Żyć miłością to dawać się bez miar,
Nie chcieć i nie żądać jakiejkolwiek zapłaty.
Daję więc i nie liczę, przekonana że,
Kochając niczego się nie odmierza.
Boskiemu Sercu, które przepełnia czułość,
Wszystko oddałam… przeto teraz
Biegnę swobodnie i jedynie chcę
Żyć miłością.

Miłość rani i powiększa swoją przestrzeń w duszy człowieka, stopniowo odzierając ją z egoizmu. Ten proces boli ale uzdalnia duszę do czynów i aktów, których wcześniej, z racji skażenia egoizmem, pewnie by się nie podjęła. A jeśliby nawet, to nie widziałaby w nich sensu, przez co z pewnością byłaby sfrustrowana. Człowiek potrzebuje sensu.

Zawężona przestrzeń miłości może wywoływać w duszy złudne wrażenie szczęścia wynikającego z bezpiecznej stabilności (tzw. „święty spokój”). Dusza taka będzie się wzbraniać przed czynami, które w jej mniemaniu mogą mu zagrażać, a więc takich, które wymagają od niej większego zaangażowania w przeżywanie otaczającej ją rzeczywistości, a co za tym idzie, otwarcia się na ból związany z obumieraniem. Człowiek boi się cierpienia, ale jednocześnie czuje głód sensu.  

Poszerzona przestrzeń miłości otwiera duszę na światło rozświetlające mrok trudnych sytuacji uzdalniając ją tym samym do głębszego postrzegania otaczającej ją rzeczywistości i dostrzegania sensu tam gdzie wcześniej nie było to dla niej możliwe. Miłość wprowadza w duszę pokój, oczyszcza jej intencje a w konsekwencji czyni ją bardziej przezroczystą, milszą Bogu. Czysta miłość prowadzi do duchowego rozwoju.

Doświadczeniem oczyszczenia zadanego przez miłość dzieli się Karol Wojtyła w jednym ze swoich wierszy:

Mi­łość mi wszyst­ko wy­ja­śni­ła,
Mi­łość wszyst­ko roz­wią­za­ła –
dla­te­go uwiel­biam tę Mi­łość,
gdzie­kol­wiek by prze­by­wa­ła.
A że się sta­łem rów­ni­ną dla ci­che­go otwar­tą prze­pły­wu,
w któ­rym nie ma nic z fali hu­czą­cej, nie opar­tej o tę­czo­we pnie,
ale wie­le jest z fali ko­ją­cej, któ­ra świa­tło w głę­bi­nach od­kry­wa
i tą świa­tło­ścią po li­ściach nie osre­brzo­nych tchnie.

Więc w tej ci­szy ukry­ty ja – liść,
oswo­bo­dzo­ny od wia­tru,
już się nie tro­skam o ża­den z upa­da­ją­cych dni,
gdy wiem, że wszyst­kie upad­ną.

7 marca 2021 w Madrycie zmarła 10-letnia Teresa Castillo. Dziewczynka urodziła się na Syberii, jednak w wieku trzech lat została adoptowana przez hiszpańską rodzinę. To tu została wprowadzona w pogłębione życie duchowe. Rodzice zapisali ją do katolickiej szkoły, gdzie razem z innymi dziećmi uczestniczyła w Eucharystii. We Mszy Świętej towarzyszyła również swojej przybranej mamie. Uczestniczyły w niej, jeśli było to możliwe, codziennie.

Fot: Internet

W 2015 zdiagnozowano u Teresy guza mózgu. Dziewczynka trafiła do szpitala. Początkowo leczenie przynosiło zadowalające efekty jednak w 2018 nastąpił nawrót choroby. Kolejne operacje, kolejne cierpienia… Dziewczynka nie tylko przyjmowała je dzielnie, ale także widziała w nich sens. Żywa relacja z Jezusem Eucharystycznym doprowadziła ją do aktu zawierzenia się Bogu i powierzenia Mu swojego cierpienia. Duchowo był jej bliski bł. Carlo Acutis, dla którego Eucharystia była autostradą do nieba.

– Teresita była przejrzysta. W jej oczach i twarzy widać było Jezusa – wspomina dziewczynkę o. Angel Camino, wikariusz biskupi diecezji madryckiej.

– Była bardzo empatyczna, dowcipna. Na ulicy z uśmiechem pozdrawiała nieznajomych. Mimo cierpienia spowodowanego chorobą nie przestawała okazywać życzliwości otaczającym ją ludziom, dziękując pielęgniarkom za pościelenie łóżka czy za smaczny posiłek – wspomina jej mama.

Dzieci mają różne marzenia i wizje swojej przyszłości. Marzeniem Teresity było zostać misjonarką. Wielokrotnie o tym mówiła. Wspomniany wyżej o. Angel obiecał jej, że nią zostanie. Tak też się stało. O Angel przywiózł do szpitala krzyżyk misyjny i dokument potwierdzający, że jest misjonarką. Stało się to niedługo przed jej śmiercią.

Fot: Internet

Wieść o Teresicie obiegła środowiska misyjne w ciągu niecałego miesiąca. Jej osoba, często zestawiana jest z osobą Teresy z Lisieux. Na YouTube pojawiają się filmiki wyrażające życzenie, by dziewczynka została ogłoszona świętą. Powiększona przestrzeń miłości obecna w jej duszy nie tylko przemieniła ją, ale oddziaływała i w dalszym ciągu oddziałuje na tych, którzy się o niej dowiadują i stanowi dowód na to, że czysta miłość prowadzi do spełnienia a przez to do wypełnienia obietnicy szczęścia „tu i teraz”.

Fot: Internet

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,

a miłości bym nie miał,

stałbym się jak miedź brzęcząca

albo cymbał brzmiący.

                                            (1 Kor 13,1)

Na zakończenie chcę złożyć wszystkim wielkanocne życzenia by nie bać się obumierać z miłości, by nie cofać się gdy będzie trudno, by przestrzeń miłości obecna w duszy każdego i każdej z nas była jak największa! Alleluja! Jezus żyje!