Księżniczka

Moje najcenniejsze wspomnienie o ukochanej córce Teresie to dzień Halloween, gdy miała cztery lub pięć lat. Była wtedy przebrana za księżniczkę z bajki Disneya. Wyglądała cudownie. Nigdy nie zapomnę balu, kiedy trzymaliśmy się za ręce i chodziliśmy wszędzie razem. Promieniała dumą. Była przecież księżniczką, którą zawsze chciała być.

Wielkie marzenie o tym, aby zostać księżniczką jest chyba powszechne u małych dziewczynek. Czy ktoś zna dziewczynkę, która nie miała takich aspiracji? Jest powód.  Wierzę, że to jest pragnienie wlane w serce młodej kobiety przez samego Boga.

Kiedy po latach myślę o życiu Teresy,  gdy mieszka już w Królestwie , jestem pewien, że jej wielkie pragnienie zostało spełnione.  Szczerze wierzę, że Jezus uczynił ją prawdziwą księżniczką, wraz z resztą Jego narzeczonych.  Nie zawsze miałem w sercu pokój o stan jej duszy.  Jej tragiczna śmierć pozostawiła we mnie głęboki lęk o jej zbawienie. Jednak przez Miłosierdzie Boże nie zostałem bez pocieszenia.

Gdy dowiedziałem się o jej śmierci, w pierwszym odruchu zmówiłem  koronką do Bożego Miłosierdzia. Wierzyłem, że Bóg nie jest związany czasem, że usłyszał moją prośbę i przeniósł mnie do momentu, gdy umierała. Przecież sam Jezus wyjawił Faustynie, jaką siłę ma modlitwa za umierających.  Skierował do niej  słowa: „Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny (Dzienniczek Św. Siostry Faustyny, 1541).

W ciągu kilku miesięcy po śmierci Teresy, słowa z Dzienniczka potwierdził mój biskup, jak również biskup emeryt. Obaj skierowali do mnie i do mojej żony te same słowa: „Módlcie się za waszą córkę, Bóg nie jest związany czasem.”

Znali trudną historię Teresy i dobrze zrozumieli mój strach o los jej duszy.  Teresa zmarła w wyniku przedawkowania narkotyków w wieku 19 lat.  Nigdy nie zapomnę słów mojego biskupa, kiedy w wielkim lęku i bólu powiedziałem mu o okolicznościach jej śmierci.  Odpowiedział wtedy: „So what”?”  (Więc co?). Pomógł mi zrozumieć, że to, jak się umiera, nie musi mieć takiego znaczenia, jak nam się wydaje. Bóg, Autor życia, jest w każdym życiu i jest obecny przy każdej śmierci.  Każda dusza jest dla Niego bezcenna. On zawsze jest wsłuchany w serce człowieka, wyczekuje choćby najcichszego zaproszenia by dać Siebie, zbawienie. Po słowach biskupa poczułem promień ufności, że Boże Miłosierdzie ją ocaliło. Teresa zmarła 5 czerwca 2017 roku.

Minęło wiele miesięcy, a ja pozostawałem w stanie niepweności i strachu o Teresę. Jednak  była już ze mną otucha. Bóg nie zostawił mnie bez pocieszenia. Wtedy otrzymałem kolejne potwierdzenie, że jednak spotkała Jezusa. Znak przyszedł przez mojego, wtedy 12-letniego, syna, Krzysztofa. Obaj odwiedziliśmy tego dnia klasztor franciszkanów w Marytown, gdzie mieści się Narodowe Sanktuarium św. Maksymiliana Kolbego.  To było ulubione miejsce Teresy. Tam przyjeżdżała się modlić, gdy szukała uspokojenia.  Kiedy wyszliśmy po mszy, mój syn powiedział, że kiedy wchodziliśmy do kościoła, usłyszał, jak Bóg do niego mówi: „Nie bój się, Teresa jest ze mną”.   

W końcu po latach przyszedł taki czas, kiedy przestałem się modlić się za duszę Teresy. Zamiast tego modlę się do niej.  Zostało to potwierdzone na rekolekcjach półtora roku temu. Ojciec Pablo z Argentyny powiedział mi, żebym nie modlił się więcej za Teresę, bo jest już bezpieczna.  Bóg jest miłosierny!

Rozumieli to święci Kościoła, a chyba najlepiej św. Faustyna, która zapisała w Dzienniczku:  Niech nikt nie watpi o dobroci Bożej; choćby grzechy jego były jak noc czarna, miłosierdzie Boże mocniejsze jest niż nędza nasza. Jednego trzeba, aby grzesznik uchylił choć trochę drzwi seca swego na promień łaski miłosierdzia Bożego, a resztę już Bóg dopełni”

(Dzienniczek, 1507).