Oddać wszystko Maryi

Totus tuus, Maria!  Przypominam sobie motto umiłowanego świętego papieża Jana Pawła II.  Kiedy je słyszę, przypomina mi się, że jest ono owocem jego nabożeństwa do Matki Bożej, którego nauczył się od św. Ludwika de Montfort i jego dzieła: „Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”.    

Czytałem to dzieło i oddałem się w duchową niewolę Niepokalanej wiele lat temu, kiedy byłem jeszcze początkującym chrześcijaninem.  Jest kilka punktów z tej książki, które pozostały we mnie i stały się częścią mojego chodzenia z Jezusem.  Ludwik nauczał, że należy oddać WSZYSTKIE dobra, jakie posiadamy, czy to duchowe, materialne, czy też zasługi zdobyte przez dobre uczynki i cierpienia. WSZYSTKO Matce Bożej, aby rozporządzała tym, jak chce.  Dotyczy to również wszystkich naszych modlitw, dlatego do dziś ofiaruję Maryi. 

Niedawno rozmawiałem z księdzem, który również wszystko oddaje Matce Bożej. Powiedział mi, że do nieba wejdzie jako ubogi, bo wszystkie swoje zasługi oddał Królowej Nieba.  Nie pamiętam, żebym się tego nauczył od de Montforta, ale jeśli tak jest, to niech tak będzie. Chodzi przecież o zbawienie dusz.  Oddaję wszystko Matce Bożej, ponieważ Ona w każdej chwili jest w stanie zbadać potrzeby swoich dzieci na całym świecie, tak jak to uczyniła na uczcie weselnej w Kanie Galilejskiej.  W Kanie Galilejskiej dostrzegła potrzeby nowożeńców, wstawiła się za nimi, a Jezus spełnił jej prośbę.  To nie znaczy, że nie modlę się za bliskich, przyjaciół czy nieznajomych, oczywiście, że tak, i jak naucza Kościół, te modlitwy są duchowym dziełem miłosierdzia.  Duchowym „dziełem”, ofiarą, która ma wartość, którą mogę ofiarować Bogu, przez Maryję. 

Jeśli chodzi o zwracanie się do Boga z naszymi prośbami o łaski, św. Ludwik pomaga zrozumieć wielką rolę Maryi. Proszącego, porównał do ubogiego poddanego króla, który przychodzi ze skromną ofiarą, składającą się z kilku kawałków owoców.  Same w sobie są niewiele warte.  Jeśli jednak poddany przechodzi przez królową, aby złożyć ofiarę, ona umieszcza owoce na pięknym srebrnym półmisku, dzięki czemu ofiara staje się bardziej reprezentacyjna. 

Kiedy byłem dzieckiem, moja matka starała się, abym był elegancki, kiedy wychodziłem z domu.  Mogła próbować poprawić mi włosy, wyprostować koszulę lub przypomnieć mi, żebym w zimie założył czapkę.  Powinienem podkreślić, że nie byłem zainteresowany ani moim wyglądem, ani jej pomocą.  Zazwyczaj opierałem się, ale tak naprawdę, w głębi duszy, zawsze byłem wdzięczny za jej troskę.  Ludwik nauczał, że Maryja, jako nasza matka, zrobi to samo dla nas, gdy będziemy zbliżać się do Jezusa.  Uczyni nas godnymi, gdy będziemy szli do Jej Syna i naszego Króla.  Zrobi to niezależnie od tego, czy idziemy do Niego, aby spędzić czas na pogłębianiu naszej relacji z Nim, z prośbą o modlitwę, czy też gdy zbliżamy się do Jego stołu bankietowego, aby Go przyjąć w Eucharystii.  Ona nas przygotuje, ale tylko wtedy, gdy Jej na to pozwolimy.  Mam nadzieję, że nie sprawię Maryi takich kłopotów, jakie sprawiłem mojej ziemskiej matce.  Maryja jest doskonała w miłości, a miłość nigdy nie narzuca się drugiej osobie.  Moja mama nie miała takich wahań. 

Jest część mnie, nie jestem pewien, czy to ja i moja uzależniająca osobowość, czy też wszyscy zmagamy się z tą pokusą, ale mam skłonność do szukania najłatwiejszego sposobu, aby coś zrobić.  Szukam dróg na skróty.  To oczywiście nie zawsze przynosi najlepsze rezultaty.  Święty Ludwik nauczał, że prawdziwe nabożeństwo do Maryi jest drogą na skróty do Jezusa.  Mówił, że możemy wzrastać w świętości o wiele szybciej, jeśli będziemy zbliżać się do Zbawiciela drogą Jego Matki.  Bez właściwego zrozumienia może się wydawać, że jest to sprzeczność.  Jak możemy zbliżyć się do Jezusa, kładąc tak duży nacisk na Maryję?  Czy możemy stać się winni bałwochwalstwa?  Ludwik mówi: „Nigdy nie oddajemy większej czci Jezusowi niż wtedy, gdy czcimy Jego Matkę, a czcimy Ją po prostu i wyłącznie po to, aby czcić Go jeszcze doskonalej. Idziemy do Niej tylko jako do drogi prowadzącej do celu, którego szukamy – Jezusa, Jej Syna.” 

Zbliżanie się do Matki Bożej z „prawdziwą pobożnością” zawsze będzie prowadziło nas do tego samego miejsca, będzie prowadziło nas bliżej Jezusa.  Droga do Jezusa przez Maryję jest drogą najkrótszą.  A jeśli potkniemy się i upadniemy na naszej drodze z Jezusem, de Montfort nauczał, że Matka Boża ochroni cnoty i zasługi, które zdobyliśmy przed naszym upadkiem.  Zachowa je dla nas, dopóki (i z Jej pomocą) nie powrócimy do Źródła Miłosierdzia, aby je odnowić. 

Maryja, najbardziej posłuszna istota, jaką Bóg kiedykolwiek stworzył, którą Bóg chce uczynić częścią naszego życia jako matkę. Ona uczyni dla nas to, co uczyniła na uczcie weselnej w Kanie Galilejskiej, gdzie była zaproszonym gościem. Poświęcenie się Maryi jest uczynieniem Jej zaproszonym gościem w naszym życiu.  Kiedy pojawi się jakaś potrzeba, Ona zwróci się do Jezusa i poprosi o jej zaspokojenie.  Czasami to my będziemy tymi, którzy mają potrzebę, czasami będziemy sługami wezwanymi do jej zaspokojenia.  A jej słowa do nas będą zawsze takie same, jak te, które czytamy w Ewangelii Jana: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” (Jan 2:5) 

Kilka lat temu, kiedy odwiedzałem miejscowy klasztor Misjonarek Miłości, przełożona zapytała mnie, czy poświęciłem się Maryi. Zaproponowała mi nową książkę napisaną przez ojca Michaela Gaitley’a zatytułowaną: „33 Days to Morning Glory”.  Nalegała, abym ją przyjął, co też uczyniłem, pomimo moich zastrzeżeń.  Jestem wdzięczny siostrze Coleta i cieszę się, że jej posłuchałem.  Książka ta zabiera czytelnika na 33-dniowe rekolekcje z codziennymi modlitwami i medytacjami kilku wielkich świętych maryjnych: Papieża Jana Pawła II, Matki Teresy, Maksymiliana Kolbe i św. Ludwika de Montfort. 

Zachęcam każdego, kto pragnie wzrastać w swojej relacji z Jezusem, aby sięgnął po tę książkę i modlił się nią.  W 30. dniu rekolekcji, ojciec Gaitley tak pisze o Maksymilianie Kolbe: „Kolbe uznał, że najwspanialszym sposobem oddania chwały Bogu jest zjednoczenie się ze stworzeniem, które najdoskonalej wielbi Boga, z Maryją Niepokalaną.  Zdawał sobie również sprawę, że sposobem na oddanie Bogu największej chwały nie jest czynienie tego tylko jako jedna osoba, ale posiadanie całej armii  ludzi, którzy oddają Bogu największą chwałę.  W rzeczywistości chciał, aby ta armia Niepokalanej [Militia Immaculata] doprowadziła w końcu do tego, aby cały świat oddawał Bogu największą chwałę, przez Nią i jak najszybciej.”