Jedno jest pewne, że tu nic nie jest pewne

Wracaliśmy z próby. Rodzic jednego z moich niepełnosprawnych aktorów spędza trochę czasu z nami. Ma okazję przyglądać się naszej pracy z bliska. Dobrze poznał ten nasz klimat i specyfikę pracy. Dla ludzi z zewnątrz nasz EXITowy świat jest czymś z kosmosu. Tyle tu rzeczy, których nie uświadczysz w codziennym życiu, że często mamy wrażenie przebywania w świecie równoległym. Bardzo trudno o tym opowiedzieć, żeby zrozumieć o czym piszę trzeba trochę pobyć w tym świecie. Wtedy każdy dostrzeże jego inność. Jednym z elementów tej dziwności jest nieprzewidywalność. Ta towarzyszy nam od samego początku. Pewnie o tym mówił w samochodzie Robert, tata jednego z naszych aktorów. Był świadkiem różnych momentów. Tych trudnych też, jak choćby rezygnacja kluczowego aktora tuż przed premierą. Takich sytuacji mieliśmy już kilka. I o dziwo zawsze wychodziły z tego dobre rzeczy.

Niedawno odwiedzał nas na próbach Tomek Samołyk. Realizował materiał – program o teatrze na swój kanał na YT. Był zdziwiony gdy ja – reżyserujący nasze spektakle i filmy każdą próbę zaczynałem modlitwą – prosimy Cię Panie, żebyś to Ty był tu reżyserem. Być może w moich ustach dziwna nieco ta prośba… Ale takie jest doświadczenie tego teatru. Aktualnie pracujemy nad filmem „Po drugiej stronie dnia”. Jest w nim mocna scena – zapinania w kaftan pacjenta szpitala psychiatrycznego. By ją dobrze pokazać chcieliśmy zaangażować świetnego, „charakternego” aktora. Wybór padł na Eryka Lubosa. To był człowiek, który dawał gwarancję profesjonalizmu, a jednocześnie wiarygodności. To był ktoś, kto gwarantował, że ta postać i ta kwestia wbije widza w fotel, pozwoli mu przeżyć ten niezwykle trudny moment. Tak myślałem aż do momentu, gdy na próbie zupełnie nieświadomie pojawił się Paweł. Człowiek, który przeżył to na własnej skórze. Paweł był zapinany w pasy, pamięta to doskonale. Już po kilku minutach wspólnego picia kawy wiedziałem, że nie potrzebuje wykonywać telefonu do żadnego zawodowego aktora. Nikt inny nie zrobi tego lepiej, prawdziwej. A Tomek Samołyk chyba w pełni zrozumiał skąd ta modlitwa i jak działa…

Taki jest ten teatr. Często prawda, którą niosą nasi aktorzy stanowi o sile przekazu. Nasi aktorzy często słyszą ode mnie, że nie grają nikogo lecz przedstawiają samego siebie. Tu i teraz. Nie odtwarzają postaci z zamierzchłych czasów, lecz są Hiobem czy Jonaszem w teraźniejszości.

Cały ten świat spadł mi z Nieba. Naprawdę. Kilka lat temu zacząłem modlić się o pracę z „góry”. Miałem trudny czas – nieregularne zarobki, czasem wyjazdy ze spektaklami na długie trasy a czasem długie siedzenie w domu. Potrzebowałem stabilizacji. Chciałem też zrobić jedną rzecz bardzo wyraźnie – poprosić Boga o coś dla mnie od Niego. Chciałem tak zrobić, gdyż uświadomiłem sobie, że moje kilkanaście lat życia po tzw nawróceniu wypełnione było modlitwą w której wzywałem Boga o pobłogosławienie moim pomysłom, o spełnienie moich zachcianek. Teraz widzę, że bardzo bałem się, nie rozumiałem, że On zna mnie najlepiej, że to On, nie ja wie najpełniej co jest dla mnie najlepsze. Odważyłem się i spróbowałem. Modlitwy tyleż samo żarliwej co i … bezczelnej. Poprosiłem go o pracę dla mnie, o to bym poczuł do szpiku kości, że to jest od niego. I na koniec dodałem, że nie będę jej szukał, że nie będę wysyłał nigdzie cv, że nic sam tym razem nie będę inicjował. Postanowiłem się modlić. Po prostu.

No i przyszło. Całkiem szybko. To w jaki sposób się to odbyło zasługuje na osobny wpis. Teraz może napiszę tylko tyle, że zupełnie niespodziewanie rozmawiając przez telefon usłyszałem propozycję pracy. Forma też była mocno niezwykła – kolega powiedział do mnie: „Chcę żebyś był to Ty. Nikt inny.” A ja bez wahania zgodziłem się. Od kiedy mam zacząć? Padło standardowe pytanie. „Oczywiście od zaraz.” – usłyszałem. To było dokładnie to o co prosiłem. Chciałem nie mieć żadnych wątpliwości, że to będzie pochodziło od Niego. Byłem pewien do szpiku kości, że tak jest w tym wypadku. To zajęcie to właśnie prowadzenie teatru dla osób niepełnosprawnych (intelektualnie, ruchowo…)

Być może części z Was będzie wydawać się, że to jest ciężkie bardzo, że tyle trzeba z siebie dać – bo trzeba iść do toalety z niektórymi z tych osób, niektórych trzeba nakarmić. Owszem trzeba. Ale Boża ekonomia jest zupełnie inna. Gdy zaczynasz dawać coś z siebie zaczynasz również dużo otrzymywać. Tak jest i tutaj. Otwierają mi się oczy. Na to jakimi pierdołami zajmują się ludzie w tym niby normalnym świecie. A tu? Nikt nie narzeka, nie złorzeczy. Sporo czynności na które nikt z nas zdrowych nie zwróci nawet uwagi dla nich staje się nie lada wyzwaniem. Ci ludzie są dla mnie wielkim skarbem, wielką nauką.

Na początku starałem się poznać wtedy historię moich aktorów, chciałem dowiedzieć się jaki był początek ich niepełnosprawności. W większości wypadków niosą oni ten krzyż już od urodzenia. Słuchając ich opowieści myślałem o cierpieniu niewinnych. Jakiś przedziwny Boży plan wpisany jest od początku w ich życie. Może kiedyś, tam po drugiej stronie, dowiemy się jaki był tego stanu rzeczy zamysł. Na razie wiem na pewno, że są oni wielkim darem dla nas…

Zespół jest kilkuosobowy. Wszyscy są niepełnosprawni, większość porusza się na wózkach. Zacząłem to wszystko sklejać. Jak potłuczone skorupki. Okazało się, że mam tylko jedną osobę, która potrafi utrzymać figury niezbędne do wyświetlania cieni. To Beatka, wtedy jedyna kobieta w naszym zestawie. Bardzo się ucieszyłem i wcale nie przeszkadza mi to, że osoba ta nie chce nic mówić, nie nadaje się do odegrania roli wymagającej nauki tekstu i późniejszego jego odtwarzania. Ma przecież sprawne ręce! Może „wyświetlać” cienie. Kolejna osoba to chłopak – Tomek. Chyba najbardziej pogodny człowiek jakiego znam. Ma takie wielkie i „czyste” oczy z których widać całą jego piękną duszę. Niezwykle kochany, serdeczny. Niestety nie jest w stanie w rękach nic utrzymać, do tego porusza się na wózku. Ale nic to. Dostał rolę mówioną. Pierwszą jego rolą był Mojżesz. Nie ma mocnego głosu. Mówi z dużym wysiłkiem. Zupełnie jak postać w którą się wciela. On też nie był mistrzem krasomówstwa,. Jest w roli, którą Tomek kreował jakaś niezwykła prawda. O naszej słabości i o sile, która od nas nie pochodzi. Jeszcze bardziej dopasowana do Tomka była jego kolejna rola – Hiob. Tutaj już niczego nie musiał udawać. Tomek jest Hiobem…

Bardzo ucieszyłem się z kolejnego aktora. Niestety też nie jest w stanie utrzymać figur by pograć cieniami, również jeździ na wózku. Wspaniały człowiek. O niezwykłym sercu, świetnym poczuciu humoru. I talencie. Potrafi znakomicie recytować. Niestety, ma problemy z czytaniem i nauka roli następuje przez powtarzanie czytanych przeze mnie fragmentów. Bardzo dobrze to wychodzi. Szybko się uczy. Marcin często dociera do takich emocji w interpretacji tekstu, że wszyscy mamy łzy w oczach. Bardzo ucieszyłem się gdy pojawił się Zbyszek. Jedyny chodzący bez większych problemów. Wielkim wysiłkiem było dla niego jednak przyswajanie tekstu. Gra Mojżesza. Jest jego ciałem. Głosu użycza wspomniany Tomasz.

W rzeczywistości biblijnej było podobnie. To przecież Aaron był ustami Mojżesza, prawda? Ostatnia osoba była pewnym zaskoczeniem. Grzesiek (szef projektu) trochę bał się mi to powiedzieć, ale w końcu poprosił, żebym do zespołu dołączył Wojtka. Jest sprawny intelektualnie, ale niestety ma funkcjonujący wyłącznie jeden palec. Wskazujący. Nie wahałem się ani sekundy! Któż lepiej jak nie on będzie „puszczał” sample – podkłady dźwiękowe w naszym spektaklu!!! Teraz wiecie już czemu wspominałem wyżej o pękniętych skorupach? Wierzę, że uda nam się skleić z nas wszystkich jedno piękne naczynie.

No i taki to mamy zespół. Przez kolejnych kilka lat doszły następne osoby – zjawiskowa, niewidoma wokalistka Natalia, niezwykle zdolny aktorsko i muzycznie Rysiek. Całość uzupełniają zaprzyjaźnieni artyści. Aktorzy i muzycy. Od samego początku jest z nami Adam Szewczyk, który jest autorem muzyki do wszystkich naszych filmów i spektakli.  Kolejne osoby to muzycy – Marek Piekarczyk, Tomasz Drozdek, Gosia Oczko, Boguś Kaczmar, Adam „Szabas” Kowalewski, Rafał Siwek. Są też aktorzy – Tadeusz Dylawerski, Stanisław Banaś, Agnieszka Jaworska. W filmie „Po drugiej stronie dnia”, który aktualnie realizujemy wystapi z nami Michał Koterski.

Wszyscy wiemy, że tabliczka „EXIT” umieszczana w sklepach, biurach czy innych miejscach publicznych oznacza wyjście awaryjne. Dla mojej ekipy wspólna praca stała się czymś takim. Pomaga wyjść z niewoli niepełnosprawności. Jest też wielką pomocą w życiu tej pełnosprawnej części zespołu. Pomaga nam wychodzić z niewoli egoizmu.

Dostałem niedawno sms od kolegi, który wykłada na jednej z artystycznych uczelni. Napisał do mnie: „wszędzie ktoś ćwiczy, trenuje, szykuje się do skoku. Epidemia talentów, marzeń o sukcesie, spełnieniu, wyjątkowości. Wyczuwam duże ciśnienie. To wisi w powietrzu. To jest problem globalny. W innym miejscu planety szaleje epidemia marzeń o kromce chleba, o spokojnym domu…”

Tak właśnie jest. Artyści stali się uprzywilejowaną kastą. Są jak półbogowie. Wielu marzy o tym, żeby móc chociaż ich dotknąć. Dla bardzo dużej ilości ludzi to pop kultura staje się nośnikiem informacji o świecie, dokonują życiowych wyborów za jej pośrednictwem. Nie szukają gdzie indziej. A sztuka nie szuka już piękna. Już nawet dzieci bombardowane są brzydotą. Zamienia się im podstawowe porządki. Brzydota sprzedawana jest jak coś atrakcyjnego. A piękno jest wyśmiewane. To niszczy człowieka. Zwłaszcza bardzo młodego.

Chciałbym, żeby w tym co robimy o coś chodziło. I żeby to działo się naprawdę. I to się już dzieje. Te 5 lat wspólnej pracy to okres cudów, manny z nieba, doświadczenia Bożego prowadzenia. To też doświadczenie trudu i tego właśnie co zobaczył Robert, tata Tomka – że jedno jest pewne, że nic tu nie jest pewne. Ale w tym wszystkim, w tym doświadczaniu ludzkiej bezsilności nie błądzimy. W naszej biedzie, bezsilności odnajdujemy prawdziwego Reżysera.