Mój przyjaciel Marcin

Świnka to niewinna choroba. Wielu z nas ją przechodziło. Niewielu pewnie pamięta jakie ma objawy. Mama Marcina też na nią zachorowała. Była wtedy w ciąży. Z Marcinem. Niestety, dla niego choroba nie była już taka niewinna. Marcin urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Jest wg definicji osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji.

Spotkaliśmy się niecałe 5 lat temu na próbie. Marcin kocha teatr, poezję, muzykę i radio. Pamiętam nasz pierwszy spektakl EXIT. Zrealizowaliśmy go w konwencji teatru cieni. Myśląc o obsadzie musiałem brać pod uwagę to, czy ktoś poradzi sobie z utrzymywaniem figur cieniowych. Marcin nie ma na tyle sprawnych rąk. Początkowo więc wykorzystując to, że porusza się na wózku obsadziłem go w roli faraona. Tzn. był jego ciałem, nie głosem. Do spektaklu sprowadziliśmy taki bardzo duży wózek. Po drobnej charakteryzacji wyglądał w cieniu jak tron. Do tego dodaliśmy atrybuty faraona i charakterystyczną brodę i zadziałało znakomicie. Faraon jak prawdziwy. Tylko z głosem się nie zgadzało. Bo Marcin do tej roli nie pasował. Nie potrafi być rozkazujący, apodyktyczny, wredny jak władca Egiptu opisany w Księdze Wyjścia. Dlatego też sam obsadziłem się w tej roli. Zostałem głosem faraona, a Marcin jego ciałem. Takie rzeczy to tylko w teatrze cieni 😉 

Do spektaklu był jeszcze potrzebny ktoś, kto użyczy głosu samemu Bogu. No i próbowaliśmy, zrobiłem taki szybki casting na Boga 🙂 Marcin był bezkonkurencyjny. Nikt nie potrafił z taką wielką wrażliwością, troską i miłością zagrać tych kwestii. Mojżeszu! Zdejmij sandały z nóg, bo ziemia na której stoisz jest Ziemią Świętą! Mówił Marcin, a my wzruszaliśmy się. Potem Bogiem był jeszcze kilka razy w Hiobie, gdzie prowadząc dialog z diabłem zakazuje mu – tylko na niego samego nie wyciągaj ręki! Mówił to z tak wielką miłością, z tak wielką troską o Hioba. Podobnie prowadząc  dialog napominający Hioba. Już wtedy pomyślałem sobie, że chciałbym, żeby Bóg, kiedy go poznam (mam nadzieję tam w Niebie) okazał się właśnie taki łagodny i pełen miłości jak Marcin.

W kolejnym spektaklu Genesis, Marcin odtwarzał scenę wygnania Adama i Ewy z raju. Normalnie, gdyby zadać takie zadanie aktorskie to większość aktorów byłaby władcza, karząca, podniosła by głos. Marcin jest inny. Marcin wyganiając z raju płacze. Płacze w taki sposób, że rozdziera serce. Jeździliśmy z tym spektaklem i graliśmy go w różnych miejscach. Marcin zawsze płakał w tym miejscu. I nie był to płacz wymuszony, aktorski. Nie, był to płacz z głębi serca. Ta sytuacja była dla niego tak tragiczna, że nie był w stanie inaczej. A ja znów pomyślałem z wdzięcznością, że nie znalazłbym lepszego aktora do tej roli, nikt nie uświadomiłby mi lepiej, że właśnie taki jest Bóg. On płacze nad nami, nad naszymi grzechami, bo wie, że nie ma lepszej drogi w życiu niż pójść za Nim.

W naszym filmie Jonasz nie mogło być inaczej i Marcin kolejny raz został obsadzony w tej roli. Tutaj też kilka razy wybiegł nieco poza scenariusz dodając tej postaci coś, czego żaden reżyser nie byłby w stanie wymyślić. Po takich doświadczeniach obiecałem Marcinowi i sobie, że w moich produkcjach, jeśli pojawi się rola Boga zawsze będzie to on. Nie znam nikogo, kto zrobiłby to lepiej i nie zamieniłbym go na żadnego aktora świata.

Marcin dla świata jest osobą niepełnosprawną. I to oczywiście w jakiś sposób jest to prawdą, bo jest niezdolny do samodzielnej egzystencji. Ale w stosunku do Marcina słowo niepełnosprawny nie chce mi przejść przez usta. Nie znam nikogo, kto miałby równie pełnosprawne serce jak on. Nie znam nikogo, równie bezinteresownie zainteresowanego drugim człowiekiem. Gdy zaczynaliśmy pracę z Teatrem EXIT Marcin poznawał moich przyjaciół. Poznał na początek aktora – Tadeusza Dylawerskiego. Był tak bardzo szczęśliwy, tak bardzo cieszył się tym, że Tadeusz gra z nami spektakl. Powiedziałem mu, że pozna Adama. Naszego kompozytora i muzyka. No, ale Adam, jak to wzięty muzyk był bardzo zajęty i nie mógł przyjechać na próbę. Marcin kiedyś po zajęciach podjechał do mnie na wózeczku i poprosił żebym pokazał mu Adama. To było niesamowite. On tęsknił za człowiekiem, którego nie znał! Pokazałem jakiś wywiad z YT. Był wyraźnie zadowolony. Wzruszyło mnie to bardzo. Po 2 tygodniach Adam przyjechał. Mieliśmy bardzo długą próbę. Przećwiczyliśmy piosenki do spektaklu i rozjechaliśmy się. Ja zostałem jeszcze w naszej sali. Marcin podjechał do mnie na wózeczku.  Popatrzył mi prosto w oczy i powiedział – Boże jaki piękny ten Adaś! I zapłakał ze wzruszenia. Nie zapomnę tego do końca życia. Otrzymałem kolejną lekcję wrażliwości, człowieczeństwa. A podobno w tym teatrze to ja jestem od uczenia…

Takich sytuacji było bardzo wiele. Spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu – na próbach, na graniu spektakli, na planach filmów, na trasie w busie, w hotelach, na meczach naszej Cracovii… Mnóstwo czasu. W takich sytuacjach normalne jest, że powstają konflikty. Przez te niecałe 5 lat intensywnej znajomości mieliśmy może ze 3 czy 4 błahe sytuacje konfliktowe. Najczęściej wynikające ze zmęczenia.  Jestem w stosunku do moich aktorów wymagający. Tak rozumiem potrzebę okazywania im szacunku. Okazywanie litości, nie wymaganie jest oznaką braku szacunku. A ja ich naprawdę szanuję i traktuje poważnie. Tak rozumiem moją misję. No i zdarzyło się parę razy, że zmęczony Marcin odmówił mówienia roli. Ja bym pewnie nie zwrócił na to uwagi, on przeżywał to bardzo, był przekonany, że stało się coś bardzo złego. To są bardzo wysokie standardy w relacjach. Niedostępne dla przeciętnego zjadacza chleba. A dla Marcina normalne.

Na samym początku prowadzenia teatru miałem liczne głosy tzw. życzliwych proponujące, żebym znalazł jakiegoś znanego aktora, jakiegoś rozpoznawalnego VIPa, żeby użyczył twarzy EXITowi. Nie macie szans inaczej – przekonywali. A mnie doprowadzało to do szału i odpowiadałem, że celem i sensem tego teatru jest moment w którym Marcin, czy Tomek, czy ktoś inny z moich aktorów staną się takimi VIPami właśnie. Myślę, że zbliża się ten moment! Nie spocznę aż on nie nadejdzie. Bo to oni w pełni zasługują na to miano.