Mój przyjaciel Rysiek

Jest ostatnia minuta meczu. Emocje sięgają zenitu. Wynik remisowy. Derby: Cracovia – Wisła. Jesteśmy na trybunach – siedzą na wózkach koło mnie Tomek Balon, Marcin Konik i dziewczyna naszego Waligórki – Asia, która opowiada niewidomej Natalce co widzi. Piłka wędruje do Rysia, ten rozpędza się, zbliża do bramki Wisły i mocnym strzałem pokonuje bramkarza. Sędzia odgwizduje koniec spotkania, na widowni szał. Powiewają biało – czerwone szaliki. Snajper Rysiu podbiega do nas. Na oczach wszystkich ściąga biało – czerwoną koszulkę Cracovii. Oczom widzów ukazuje się  t – shirt z napisem i logo – Teatr EXIT 🙂

Piękne marzenie. W sumie pewnie dosyć częste u młodych chłopców. Rysiek nie jest jednak młodzieńcem. Zbliża się do 60-tki. No i jest niewidomy…

W Teatrze EXIT nauczyłem się jednak tego, że absolutnie warto marzyć. W ciągu pięciu lat naszej pracy już wiele marzeń się spełniło. Więc, kto wie? Może i tym razem. Zwłaszcza, gdy ktoś jest tak zdolny i pracowity jak Rysiek.

Niedawno zawieruszył mi się laptop. W nim spora część dorobku – teksty na książkę, scenariusze… Bez zapasowych kopii… Rozpacz. Tydzień szukałem wszędzie, rozpytywałem znajomych. Już zaczynałem się godzić ze stratą. I wtedy Rysiu zadzwonił: „Maciuś – mam dobrą wiadomość! Znalazłem chyba Twój plecak z laptopem! Wiesz, ktoś rzucił go pomiędzy telewizor i ścianę, nie był na widoku to go nie widziałem :-)” Odetchnąłem z ulgą, a moja żona złapała się za głowę 🙂

Takich historii przydarza nam się sporo. Wiele osób gdy go poznaje nie dostrzega jego niepełnosprawności. Rysiu nosi okulary. Kiedyś po pokazie naszego filmu „Hiob” mieliśmy spotkanie z młodzieżą. Po emisji zapanowała cisza tak wielka, że gdyby na sali pojawił się komar słyszelibyśmy jego lot wszyscy. Nikt nie wychodzi pomimo tego, że spotkanie dobiega końca. Halo! To już koniec, to wszystko! Mówię z uśmiechem. Wstaje jedna z dziewcząt i nieśmiało pyta: „Mogę zadać ostatnie pytanie”? Oczywiście zgadzam się.

„Jak to jest, że Pan Ryszard mówił nam wszystkim, że jest niewidomy a nosi przecież okulary”? Oddaje mikrofon. Rysiu ze swą skromnością mówi, że kiedyś, gdy jeszcze widział to nosił okulary i tak się przyzwyczaił, lubi je. Myślę, że Rycho lubi zadać czasem szyku dodaję. Kończymy spotkanie i chcemy wychodzić, młodzież jeszcze z nami zagaduje w kuluarach. Bardzo to lubię. Te nasze spotkanie z widzami po spektaklach i pokazach filmu. Widzę jak bardzo moi aktorzy są potrzebni światu, innym osobom niepełnosprawnym, ich opiekunom…

Rysiek mógłby prowadzić jakieś szkolenia dla innych niewidomych – jak się poruszać, jak pomagać innym. Ma nieprawdopodobny zmysł. I odwagę. W czasie naszych prób zapominam o tym, że on nie widzi. Często pytam się – widziałeś Rysiu? On to chyba lubi, że nie mam dla niego żadnej taryfy ulgowej. Kiedyś spytałem co mu przeszkadza w podejściu do niego osób pełnosprawnych. Litość. Odpowiedział. Rozumiem to. Bo jak tu traktować inaczej faceta, który normalnie bierze udział w próbach, występuje  w teatrze, zagrał w nim kilka znakomitych ról – już niedługo pojawi się nasz film „Po drugiej stronie dnia”, gdzie zobaczycie jego najnowszą, znakomitą kreację. Do tego usłyszycie jak gra na akordeonie i saksofonie. Poza tym pomaga mi na co dzień – karmi innych, a na trasie kładzie do łożek, przewija… Znam mnóstwo tzw. pełnosprawnych, którzy nie robią nawet jednej dziesiątej tego co Rysiu.

Na początku pewnie było mu bardzo ciężko. Rysiu stracił wzrok ostatecznie gdy miał trzynaście lat. To chyba trudniejsza wersja tej niepełnosprawności niż ta, gdy nie widzi się od urodzenia. Zastanawiam się często i pytam go co pamięta z tego czasu? Co zostało w jego pamięci. Oczywiście stadion ukochanej Cracovii z torem kolarskim, rodzinny dom… Krakowski Rynek.

Jean Paul Sartre francuski egzystencjonalista napisał kiedyś „piekło to inni”. Akcja jego jednoaktówki „Drzwi zamknięte” toczy się również w piekle. Wystarczy jednak odrobinę wczuć się w ten spektakl by odkryć, że owo piekło Sartra od najdalszych swych kręgów aż do ostatniej granicy mieści się całkowicie na ziemi… Tak pewnie się dzieje gdy ludzie żyją tylko dla siebie, zamknięci są w swych egoistycznych realizacjach… Tak pewnie dzieje się w świecie, który nie chce poznać Boga.

Teatr EXIT i wypełniający go ludzie na pewno nie jest światem z dramatu Sartra. Całe szczęście. I to pomimo tego, że składa się z ludzi, którzy mieliby aż nadto powodów by narzekać, by celebrować swe nieszczęście. Tym czasem jest zupełnie inaczej. To tutaj najbardziej dostrzegam coś, co daje namiastkę nieba…

W historii Rysia i innych moich aktorów jest jakaś tajemnica, mam świadomość jakby ukrytego planu. Mam nadzieję, że tam, po drugiej stronie dowiem się co autor miał na myśli. Tutaj na ziemi nikt z ludzi nie jest władny odpowiedzieć po co to cierpienie. To co możemy, to na pewno zauważyć, że Ci ludzie są dla nas skarbem. Dają nam szansę na to byśmy przez małe uczynki, pomoc innym budowali swoje człowieczeństwo. Byśmy mogli choć trochę rozdać siebie innym. Wtedy otrzymujemy bardzo wiele, nasze życie nabiera sensu, wychodzi ze skorupy egoizmu, który staje się naszą niewolą.