Mój przyjaciel Tomek

To był pewnie zwykły dzień. Rutyna. Droga do domu. Nic nadzwyczajnego, zwykły krawężnik. Ten sam, który pewnie mijała tyle razy. Tym razem było inaczej. Mama Tomka nieszczęśliwie potknęła się o niego upadając dotkliwie. Tyle wystarczyło. Kilka miesięcy później przyszedł na świat Tomek. Urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym, wielokończynowym.

Pewnie przez jego 30 letnie życie wielokrotnie, gdzieś w ukryciu mówiono o nim, o tym jak bardzo musi być nieszczęśliwy, jak bardzo cierpi. Pewnie wielokrotnie tzw życzliwi ludzie mówili między sobą jakie wielkie nieszczęście spotkało jego mamę. Tyle lat poświęceń, opieki, wielkiego wysiłku… Pamiętam ten moment doskonale. Byliśmy tuż po premierze Hioba, gdzie Tomek zagrał brawurowo główną rolę. Kosztowało go to mnóstwo wysiłku, przekraczania siebie. Czekałem na ten moment z utęsknieniem. Popatrzyłem jej w oczy i bardzo szczerze, od serca powiedziałem, że może być dumna ze swojego syna. Potem płakaliśmy. Mama Tomka, ja też. Uściskaliśmy się na pożegnanie we wzruszeniu. Mieliśmy tych pokazów Hioba już trochę. W wielu miejscach w Polsce. Myślę, że Tomek zmienił patrzenie na niepełnosprawność wielu osób. Dotknął bardzo wielu serc.

Bardzo dokładnie pamiętam jak się poznaliśmy. Wszedłem do sali prób, wrzucony na głęboką wodę. Bez przygotowania pedagogicznego, bez wcześniejszego doświadczenia pracy z niepełnosprawnymi rozpocząłem samodzielnie pierwszą próbę. Miałem prowadzić zajęcia grupy teatralnej osób niepełnosprawnych, która stała się chwilkę później Teatrem EXIT. Tomek przywitał mnie pięknym, szczerym uśmiechem. Zachwycił spojrzeniem, tak bardzo bezpośrednim, prawdziwym. Przedstawiłem się. Maciuś! Trzepniesz mnie? Zapytał. Nie miałem pojęcia o co chodzi. Ktoś szybko wytłumaczył mi, że to chodzi o takie przechylenie wózka żeby ulżyć jego kręgosłupowi.

Bardzo szybko zrealizowaliśmy pierwszy spektakl 'EXIT’, a potem film 'Hiob’.

Po co się daje życie strapionym, istnienie złamanym na duchu? Pytał Tomek patrząc w oko kamery i nas wszystkich. Nie dowiemy się  po co Bóg dopuścił cierpienie. Stanie się to jasne dopiero w niebie. To co możemy, to szukać światła na to w relacjach z naszymi niepełnosprawnymi przyjaciółmi. Możemy cieszyć się z tego, że dzięki nim mamy szansę wychodzić ze swojej skorupy egoizmu. Pamiętam jak graliśmy spektakl 'Ku jedności’. Tomek w obrazie cieniowym wisiał na krzyżu. Grał Chrystusa. A ja ściągałem go z krzyża, trzymałem przez chwilę na rękach. To było dla mnie niesamowicie mocne doświadczenie. Do dzisiaj czasem to wspominam. Dotknąłem wtedy chyba części tajemnicy którą niesie przez życie Tomek. To lepsze niż słowa. Pamiętam też dobrze jak w Łodzi, w czasie spotkania po filmie Hiob biskup Ryś zadał pytanie – czy jest na sali ktoś kto naprawdę może szczerze powiedzieć że bezinteresownie kocha Jezusa. Jeszcze nie skończył a już padła odpowiedź. Ja! Wykrzyknął Tomek. To była chyba jedyna na sali osoba, która mogła tak powiedzieć. Szczerze i prawdziwie.

Spędzamy dużo czasu razem. Czasem więcej niż z rodziną. Zwłaszcza w trakcie naszych tras z teatrem. W czasie tych wyjazdów wszelka logika tego świata jest zaburzona. Bo normalnie jest tak, że jak człowiek tak strasznie dużo pracuje to jest zmęczony, apatyczny. A tu na odwrót. Wszyscy w trasie składamy ofiarę całopalną z samych siebie. I tak zwyczajnie to powinniśmy marudzić, szemrać, złorzeczyć. A tu na odwrót. Po całych dniach trudu – prób, spektakli, opiekowania się naszymi aktorami w busie, karmieniu, toaletach, noszeniu wózków ( ach ta nasza dostępność ;-)) nie zdarzyło się, żeby ktokolwiek z naszej ekipy narzekał. Ostatnio Tomek udzielał wywiadu telewizji. Został zapytany o relacje z Markiem Piekarczykiem. O to, co najbardziej zapamiętał. A on szybciutko, bez zbędnych ceregieli wypalił, że lubi jak Mareczek go karmi, strzepuje na wózku i ubiera mu buty. I myślę, że te chwile są tak samo ważne dla niego jak i Marka. Ale i Adama Szewczyka, Tadeusza Dylawerskiego, Stasia Banasia, Ani Mendery Gosi Oczko, Tomka Drozdka… Dla nas wszystkich w teatrze EXIT. Bo naprawdę wszyscy mogą się przekonać, że to osoby niepełnosprawne są skarbem dla nas. Naprawdę. To jest jedna z tych rzeczy o których dowiedziałem się w tym teatrze. Gdzie wszystko wywalone jest do góry nogami jak mówią niektórzy.’ Jeżeli chcesz ujrzeć człowieka musisz patrzeć w serce, inaczej ujrzysz tylko maskę niedoskonałości’ – mówi, cytując poetę, Tomek.