Ten tekst będzie o Natalce, która prawdopodobnie jest aniołem

           Pojawiła się zupełnie niespodziewanie. Z zaskoczenia. Nie organizowaliśmy castingu, nie szukaliśmy nikogo nowego. Teatr pracował swoim rytmem. Aż tu nagle, zupełnie bez fajerwerków, zwyczajnie pojawiła się na próbie skromna dziewczyna. Ej opiekunowie przeczytali gdzieś w internecie o teatrze i przyprowadzili Natalkę. Już po kilku godzinach wiedziałem, że będzie to dla nas niesłychane obdarowanie…

           Bardzo szybko pojawił się pomysł zrealizowania spektaklu 'Pieśń nad pieśniami’. Napisałem scenariusz w którym Oblubienicą została Natalka, a Oblubieńcem nasz inny fenomen – Marcin Konik. Emocjonalno – uczuciowa waga ciężka. Marcin – nieprawdopodobnie wrażliwy, delikatny, z doskonałą umiejętnością interpretacji poezji i ona. Jak się szybko okazało obdarzona cudownym, wysokim, pięknym głosem, skromna, pozbawiona zmanierowania. Nigdy nie zapomnę pierwszej próby. Adam (Szewczyk) wysłał nam piosenki dla Natalki, Marcin uczył się recytować tekst. Zaczęliśmy pracę. Zachęciłem ich do kontaktu, do poszukania dotyku. Natalia patrzyła swymi niewidzącymi oczyma na Marcina i śpiewała. Ale jak! To było takie inne! Dotyk Natalii był tak bardzo delikatny, niezawłaszczający. Pomimo tego, że jest niewidoma wszyscy mieliśmy pewność, że ona go widzi, dostrzega w jakiś metafizyczny sposób. Marcin odpowiadał wzruszonym, łamiącym się głosem. W przerwie popatrzył na mnie i zapłakał. Maciuś – jak ja tego potrzebuję!

           Miłość. Każdemu  nas jej potrzeba. Praca nad tą sztuką dzięki Natalii i Marcinowi stała się dla mnie docieraniem do jądra miłości. Do uczucia czystego, nieskalanego… Do tego co w tzw normalnym świecie dawno zostało zapomniane, ustępując miejsca atrakcyjności, pożądliwości, przyjemności. Sądzę, że dzisiaj  większość z nas słysząc przy zamkniętych oczach słowo  miłość zobaczyłoby piękne ciała, jego i ją, gdzieś nad lazurowym wybrzeżem morza lub oceanu pijących kolorowe drinki spoglądających na siebie z pożądaniem. Bardzo chciałbym kiedyś pokazać nasz spektakl 'Pieśń nad pieśniami’ w holu bogatego wypasionego korporacyjnego biurowca. Pokazać go ludziom pędzącym za pieniądzem karierą, sławą. Zakochanym w przyjemnym życiu, gdzie osiąganie przyjemności zastąpiło szczęście. Chciałbym by wielu ludzi mogło obaczyć Natalkę patrzącą niewidzącymi oczami na Marcina, oczami niesłychanymi, nieziemskimi w których wszyscy dostrzegają miłość w najprawdziwszej, czystej formie.

             Natalia nie miała łatwego życia. Urodziła się niewidoma. Rodzina w której się wychowywała nie była najlepszym miejscem dla rozwoju, nie gwarantowała właściwej opieki… Spędziła kilka lat w Rabce, u sióstr w ośrodku będącym filią Lasek – najbardziej chyba znanego miejsca opiekującego się osobami niewidomymi w Polsce. Bardzo dużo zawdzięcza temu pobytowi jak i wiosce dziecięcej w Rajsku gdzie przebywała kilka lat i szkole dla niewidomych i niedowidzących w Krakowie z ulicy Tynieckiej. Aktualnie trafiła na wspaniałych opiekunów z którymi mieszka. Dzięki nim rozwija się znakomicie. Ma możliwości ćwiczenia warsztatu wokalnego. W Teatrze EXIT przygotowuje się do kolejnej roli. Już niedługo zagra Sarę – żonę Tobiasza juniora. Zagra i zaśpiewa piosenkę finałową napisaną na podstawie tekstu psalmu 118, skomponowaną przez Adama Szewczyka. Już nie mogę się doczekać efektu. Podobnie jak jej  piosenek z filmu  'Po drugiej stronie dnia’, zwłaszcza tej zaśpiewanej w duecie ze światowej sławy śpiewakiem operowym Rafałem Siwkiem (premiera 7 czerwca w 'Teatrze Łaźnia Nowa’ w Krakowie). Marzę o tym, żeby świat ją dostrzegł. Marzę o tym, by występowała na wielkich scenach i by obsypywana ją kwiatami. W pełni na to zasługuje.

            To zupełnie niezwykłe w jaki sposób Natalia odmieniła swój los. Jej niepełnosprawność, trudne warunki rodzinne, pobyty w różnych ośrodkach. Nic nie zapowiadało tego, że tak się rozwinie. W reportażu 'Pieśń nad Pieśniami’ pięknie mówi o tym że chciałaby aby inni mieli tyle szczęścia co ona, by inni też mogli dostać tyle miłości. Przyznacie, ze to zupełnie niezwykłe w ustach kogoś o takiej historii życia… Tak może mówić człowiek, który zanurzony jest w miłości Boga, żyje nią na co dzień.

         Na próbach codziennie się modlimy, oddajemy to co robimy Bogu. Codziennie też się przytulamy. To jest taki nasz rytuał. Natalia tak pięknie wita się się tym tuleniem. Myślę, że mogłaby spokojnie prowadzić terapię przez przytulanie. Myślę, że to Dobry Bóg przytulił ją pierwszy i ona poczuła się tak dobrze w tym przytuleniu, że wie, że to tędy droga. Do szukania bliskości, do dobrych relacji. Jestem szczęściarzem, że mogę z nią pracować, obserwować jej niewinność, delikatność, słuchać jej pięknego głosu. Gdybyśmy przyjmowali wersję zdarzeń z momentu składania życzeń u cioteczki czy wuja, że zdrowie jest najważniejsze nie moglibyśmy dostrzec fenomenu takich osób jak Natalia. Musimy się od tego uwolnić. Tak, zdrowie nie jest najważniejsze, niepełnosprawność nie jest wyrokiem i źródłem nieszczęść. To chyba jest tak, jak powiedział w filmie 'Wyjście’ nasz aktor Zbigniew Łuczyński o niewidomym Ryśku: jemu nic nie jest, on nie jest niepełnosprawny, on jest tylko niewidomy 🙂

Podobnie z Natalką. Jej pełnosprawne, piękne serce, otwartość i ufność Bogu rekompensuje wszystkie deficyty. Z nawiązką. Gdy tak patrzę na nią codziennie mam nieodparte wrażenie że Natalka nasza jest aniołem, a wszyscy którzy jej pomagamy otrzymaliśmy pomoc daleko większą niż ta którą jej zaofiarowaliśmy.