Teresa i bezdomni z Betlejem cz. 2

Na wiosnę tego roku ukaże się w Wydawnictwie Esprit książka o naszym Betlejem. W jednym z rozdziałów rozmawiamy o Teresie w Betlejem z współautorem książki, dziennikarzem Piotrem Zworskim:

Piotr Zworski:  Święta Teresa była bohaterką waszej traktorowej pielgrzymki. Tutaj, w domu, wisi jej wizerunek. Dlaczego ta prosta dziewczyna stała się tak ważna w życiu księdza i w ogóle wspólnoty?

M.T.: Trudno się mówi o przyjaźniach, zwłaszcza duchowych i to jeszcze ze świętą… Mam poczucie, że to nie my wybraliśmy Teresę, ale ona nas, z sobie znanych powodów. Mam pewne podejrzenia: Teresa ma słabość do słabych. Lubi ich towarzystwo i lubi też podpowiadać im, jak tę słabość przekuć w siłę. Ma na to kilka pomysłów i parę patentów. Fascynuje mnie jej prostota i determinacja, radykalne posłuszeństwo i odwaga w szukaniu nowych dróg. Kiedyś powiedziała, że jak się porównuje z wielkimi świętymi, to wypada przy nich jak ziarnko piasku przy wielkiej górze. Ale dla niej to nie był żaden powód do rezygnacji z dążenia do świętości. Mówiła, że wielcy świętość zdobywają mozolnie wspinając się po stopniach doskonałości. Ona zdobędzie ją jadąc … windą! Chyba jest nam ze św. Teresą po drodze do Boga i do rozumienia Ewangelii, tak mi się wydaje. Bliski jest mi jej pomysł na życie, jej spojrzenie na to, co w życiu ważne i kim jest Bóg, jak układać z Nim relację i jak ją przekładać na relacje z ludźmi. Uważam, że to jest doświadczenie absolutnie uniwersalne, ale wyjątkowo aktualne dla ubogich i… księży. Odbyła tylko jedną pielgrzymkę zagraniczną: z ojcem i siostrami do Rzymu, żeby poprosić papieża Leona XIII o zgodę na wstąpienie do zakonu, bo przełożeni nie chcieli jej przyjąć ze względu na jej wiek. Do tamtego momentu nie rozumiała reformy karmelu. Za oczywistą uważała modlitwę o nawrócenie grzeszników, ale nie rozumiała, dlaczego ma się modlić za księży, skoro są święci. Po tej pielgrzymce i po spędzeniu mnóstwa czasu w towarzystwie prałatów i monsiniorów zrozumiała, dlaczego karmel ma się modlić za księży.

P.Z.: Bardzo trzeźwo oceniała rzeczywistość. Nie szczędziła też konkretnych słów w swoich wypowiedziach.

M.T.: Niektórzy uważają ją za sentymentalną: Mała Terenia z rumianymi policzkami i naręczem róż. Ależ ona miała charakter! I była do bólu konkretna. W zeszycie z dzieciństwa zachował się taki wpis: „Jezu, oddaję Ci wszystko”! A na marginesie dopisała ołówkiem: „Celina jest mi winna 5 franków”. Tak, miała swój języczek i duże poczucie humoru. Podobno świetnie  parodiowała księży, którzy przychodzili do karmelu i mówili kazania. Wszyscy się zaśmiewali. Potrafiła też śmiać się z siebie. Gdy była ciężko chora  przyniesiono jej  do celi mały piecyk na węgiel. W karmelu było przerażająco zimno. W nocy woda do mycia zamarzała w misce. Teresa skwitowała to: „męczennicy pójdą do nieba z narzędziami tortur a ja z tym piecykiem”. Wewnętrzna wolność, kogoś kto już wie, że Niebo nie jest za coś, ale z daru.

P.Z.: A dlaczego Teresa w Betlejem?

M.T.: O pierwszym powodzie już wspomniałem: ma słabość do słabych i uczy jak się z tą słabością uporać. Ludzie bezdomni często są jakby „utkani” ze słabości.  Mają często za sobą jakieś zgliszcza, straty być może już nie do odpracowania. A  Teresa przekonuje, że nie jest tak ważne, co za sobą pozostawiają. Mogą się na tym skupiać, mogą się użalać do końca życia nad swoją słabością, ale mogą tę słabość z całą otwartością oddać Bogu. On jest naszym Ojcem, a my jesteśmy Jego dziećmi i nasza słabość wyzwala w Nim tkliwość.

P.Z.: Święta Teresa mówi, że najtrudniejsze jest się na to zgodzić, uznać to i przyjść do Boga.

M.T: To jest jej mała droga dziecięctwa duchowego, w której  wyzwala nas z efekciarstwa, mierzenia sukcesów.  Za Janem od Krzyża powtarza – i to jest drugi powód, dla którego jest nam bliska –  że to nie wielkość czynu decyduje o jego wartości, ale miłość, jaką się w czyn wkłada. Czyn może być niepozorny, ale zrobiony z miłości ma o wiele większe znaczenie niż jakieś spektakularne dzieła czy uciułany tzw. dorobek życia – i to jest dobra nowina dla wszystkich, których życie jest w jakiś sposób ograniczone. Na przykład gdy rodzi się ciężko chore dziecko i całe życie rodziców koncentruje się wokół niego. Wydaje się, że przez to tracą niepowtarzalne okazje, szansę na realizację marzeń czy planów. Mogą żyć w poczuciu żalu do Boga, a Teresa powtarza, że nie jest ważne, jak spektakularne rzeczy robimy, tylko jak kochamy. Ona była przekonana, że sposób w jaki przeżywamy nasze tu i teraz nie tylko ma wpływ na nasze życie, ale na cały świat. Jest patronką misji, chociaż nigdy na misję nie pojechała, raz w życiu była zagranicą.  Jest doktorem Kościoła na równi ze św. Augustynem, św. Hieronimem, wielkimi teologami, a skończyła oficjalną edukację w podstawówce. To fantastyczne odkrycie dla ludzi bezdomnych, bo bezdomny, który przychodzi do Betlejem, może żyć z poczuciem żalu do siebie, do innych i do Boga, że jego życie jest takie, jakie jest, może cały czas wracać do swoich porażek, nieudanego życia, związków, i na tej przeszłości się zafiksować, bać się, co przyniesie jutro – a Teresa uczy, żeby nie żyć w stanie zawieszenia   tylko zaangażować się w tę codzienność na miarę swoich sił. To w teraźniejszości oddanej Bogu i przeżywanej z Nim odkrywamy naszą przyszłość i Boże plany dla nas.  To jest dobra nowina nie tylko dla bezdomnych.