W drodze do Galilei cz. 1

„Niech idą do Galilei, tam Mnie spotkają” – Tak co roku w Wielkanoc przynagla nas Zmartwychwstały. Więc chodzimy. A właściwie wprawiamy się w ruch. Od 2005 roku z bezdomnymi z naszego Betlejem pielgrzymujemy: rowerami, pieszo, traktorami… Do Rzymu, Ziemi Świętej, Grecji i na Maltę. Bo pielgrzymowanie zmienia. Pozwala odkryć na krańcach bogactwo tego, co mamy u siebie i w sobie. Więc raz na jakiś czas wyruszamy w drogę. Rok temu mieliśmy po Wielkanocy wyruszyć do Santiago – najsłynniejszego szlaku pielgrzymkowego w Europie. Zarządzono lockdown i zostaliśmy w domu. Musieliśmy zrezygnować z Santiago, ale nie chcieliśmy rezygnować z pielgrzymki. Mamy w domu taką filozofię: ograniczenie przyjąć jako wezwanie i prowokację. Zamiast opłakiwać to, czego zrobić nie możemy, zrobić coś innego, a nawet lepszego niż to co planowaliśmy. Pandemii na pohybel a nam ku uciesze!

Pomysł przyniosło Słowo: „Niech idą do Galilei tam Mnie spotkają”. Zamiast do Santiago postanowiliśmy pójść do Galilei. Daliśmy sobie ambitne wyzwanie: w 40 dni, od Zmartwychwstania do Wniebowstąpienia, pokonać 3500 km. Wyruszyliśmy wszyscy – 15 bezdomnych i 2 księży – w niedzielę Zmartwychwstania o 12.00 w południe, po Mszy Świętej. Trasa wiodła… wokół naszego domu i ogrodu. Jedna pętla to 400 metrów. Chodziliśmy sztafetowo zmieniając się co 5-10 kilometrów, od wczesnego rana do późnego wieczora. Codziennie na mapie zaznaczaliśmy punkt, do którego doszliśmy.

Zachęciliśmy naszych znajomych i przyjaciół, by przysyłali nam intencje modlitwy i sami podejmowali jakieś postanowienia i wyzwania i w ten sposób włączyli się do naszej pielgrzymki. Szliśmy w intencji ustania epidemii, za chorych, służbę zdrowia i oczywiście w intencji naszego osobistego nawrócenia. Gdy „przechodziliśmy” przez Syrię prosiliśmy o wpłaty na pomoc chrześcijanom z Aleppo. Udało nam się uzbierać prawie 14 tysięcy złotych, z których część została przeznaczona na roczne wsparcie dla dwóch syryjskich rodzin, a część na utworzenie mikroprzedsiębiorstw w Aleppo: punktu naprawy telefonów dla młodego chłopaka Abouda, rannego w czasie wojny i zakupu maszyny do szycia dla Rami – wdowy z 4 dzieci.

Po 40 dniach marszu, pokonaniu prawie 3500 km, zrobieniu ok. 5 milionów kroków, okrążeniu naszego domu… 16 800 (!) razy dotarliśmy do Galilei i Jerozolimy! Byliśmy szczęśliwi, bo udało nam się wytrwać, wdzięczni wszystkim, którzy nas wspierali swoją modlitwą, podjętymi postanowieniami i przekazanymi środkami na wsparcie  ofiar działań wojennych w Aleppo.

Nasi domownicy, którzy podjęli wyzwanie, po raz kolejny udowodnili, że ubóstwo, bezdomność i samotność nie odbierają człowiekowi zdolności robienia rzeczy pięknych, ambitnych i… wspierania innych.

Mamy nadzieję, że modlitwa, z jaką szliśmy w intencji ustania epidemii zaowocuje również większą wrażliwością na potrzeby innych i utwierdzi w nas przekonanie, że kryzysy, tak jak ubodzy: nie są tylko problemem, ale wyzwaniem i bogactwem. Więcej na https://www.betlejem.org/w-40-dni-do-jerozolimy/

W kolejnym odcinku będzie o naszej tegorocznej drodze do Galilei…