Droga życia: DEKALOG

Długi korytarz prowadził do bardzo skromnego pokoju ks. Leszka Kasperowicza. Usiedliśmy. Zapadło długie milczenie. Bardzo uważnie  mi się przyglądał i cierpliwie czekał aż się odezwę. Łzy stróżką ciekły po policzkach.  Po chwili powiedział: – „ Bóg jest miłością”, i dalej badawczo wpatrywał się we mnie.  „Milczenie jest też jest rozmową” – dodał po chwili. – „Nie chcę dłużej żyć” – szlochając wyszeptałam przerywając półgodzinne milczenie. Nie wiem jak zdobyłam się na odwagę by powiedzieć, że potrzebuję pomocy, że moje życie nie ma sensu, że nie wiem co tu robię, że do kleru jestem wrogo nastawiona i że nigdy nie wypowiem „Proszę księdza”.

„Mów mi po imieniu, jeśli będzie Ci łatwiej” – powiedział łagodnie. Nie pojmowałam dlaczego czułam się tam tak bezpiecznie… i jeszcze słowa „ Jesteś Bożym dzieckiem, Pan Bóg Cię kocha bo jesteś dla niego bardzo ważna”. I choć nie rozumiałam ich znaczenia, działały na mnie kojąco.

            Jak to możliwe by Bóg kochał grzesznika i dał Nam swego Syna, którego śmierć miała Nas zbawić?!? Czy grzesznik może zrozumieć te słowa? Nie może  !!! Jeżeli przez 40 lat błąka się po pustyni swojego życia. Przesiedzieliśmy tak do północy i nazajutrz wróciłam na pierwszą lekcję i z powierzonym mi zadaniem.

Łk. 15, 1-7  <<Cieszcie się ze mną! Bo znalazłem owcę, która mi zaginęła>>. Powiadam Wam: Tak samo w niebie większa będzie  radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

            Moje nawrócenie to nie był impuls, to nie był krótki jednorazowy zachwyt, to nie był szybki upadek na kolana, to nawet nie było przebudzenie czy olśnienie. To była bardzo długa i metodyczna i ciężka praca. Taka odwrócona i cofająca się droga przez cierniste, rozpadające się ścieżki własnego życia wiodące szlakiem grzechu, upadku, łamania zasad, nieposzanowania życia, bezbożności. To była droga na której końcu czekał na mnie Bóg. Najpierw jednak musiałam stoczyć walkę z samą sobą.

            Jak okazało ksiądz Leszek był kapłanem prowadzącym Odnowę w Duchu Świętym. Gorzej już chyba być nie mogło ! Gdy pierwszy raz zobaczyłam jego modlącą się Grupę, myślałam, że to jakaś sekta, beblająca jakimiś niby językami. O co w tym wszystkim chodziło? !! Pokazywali mi jakieś sztuczki – myślałam.

Ksiądz nie miał żadnego planu na mnie, po prostu każdego dnia modlił się by Duch Święty prowadził Nasze spotkania. Nic nie rozumiałam !! Kim jest Duch Święty. Przez parę miesięcy spotykaliśmy się codziennie wieczorami. Ksiądz zaczął oswajać mnie z kościołem i wiernymi. Rozpoczął długą i żmudną katechezę. „ Proszę mi tylko nie kazać rysować takich piramidek z oczkiem i złotymi promyczkami, bo tego nie udźwignę”. Ksiądz zanosił się śmiechem. To był jedyny obrazek zapamiętany z dzieciństwa z zeszytów religii moich koleżanek. Z czasem toczyliśmy zażarte dyskusje. Ksiądz używał wszelkich sposobów by przekonać mnie, że walka o zmianę mojego światopoglądu to jest walka ze Złym ! ! To jest walka o wszystko ! To jest walka o życie !!!

Ksiądz zaczął podkręcać tempo mej nauki. Codzienne lekcje katechizmu. Długie rozmowy. Uczestnictwo w mszach świętych i nabożeństwach oraz zaproszenie do spotkań Grupy Odnowy. To był zaszczyt uczestniczyć i przyglądać się ich spotkaniom. Poznałam też wszystkich księży parafii. Bardzo współczuli księdzu Leszkowi, bo przez wiele miesięcy nie odpoczywał po obowiązkach i tylko pracował ze mną do późna mówiąc do nich: „To jest mój najcięższy przypadek”.

            Katecheza przyspieszała i dopiero z kolan zaczęłam podnosić się do nowego życia .

Poczułam głód Bożego Słowa. I gdy zaczęłam za Nim podążać, ksiądz wytoczył najcięższe dało:

            D E K A L O G !!!!

Teraz dopiero zaczęła się prawdziwa walka.

            Zadanie było takie:

DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ na wstecznym biegu.

  • „Kupisz zeszyt”. Kupiłam największy. – „ Każde przykazanie będzie oddzielnym rozdziałem. Na podstawie każdego z nich będziesz opisywać swoje życie cofając się aż do dzieciństwa. Spotykać się będziemy tylko wtedy gdy skończysz kolejne przykazanie. Wówczas będziemy je omawiać. Tę pracę musisz wykonać sama”

To zadanie odmieniło mnie na zawsze. Ponad miesiąc pisałam…

Pierwsze przykazanie: „Nie będziesz miał cudzych Bogów przede Mną” zajęło mi najwięcej czasu. To była tortura wydobyć z siebie lata, te minione lata…

            Po opisaniu Pierwszego Przykazania  nasze spotkania przebiegały już inaczej niż zwykle. Zeszyt z zapisanymi drobnym maczkiem kartkami leżał na stole, ja streszczałam zadanie, ksiądz milczał. I tak wkuwałam kolejne przykazania, streszczając i tak czyszcząc swoje życie.

Księże Leszku – to był Boży majstersztyk !

            Ponad miesiąc pracowałam wytrwale. Dziś wiem, że wtedy przy moim biurku siedział Bóg. ON musiał tam ze mną być, bym zdołała to wszystko opisać.

I dziś gdy to piszę siedzi tu przy mnie. Potem wysypał na mnie wór Bożych prezentów.

Dziesiąte Przykazanie zakończyło mój dekalog.

Pękający zeszyt z 40 latami mojej pustyni leżał na stole.

Milczeliśmy oboje…