Książę

Miał na imię Max i był Szwedem. Poznałem go w Sztokholmie, gdzie mieliśmy kilkudniowy postój na trasie pielgrzymki Krzyż Skandynawii. We trzech ponywaliśmy pieszo trasę dwóch tysięcy kilometrów z Malmo na południu do pustelni Lannavaara za kołem polarnym, modląc się za Szwecję, dziś jeden z najbardziej liberalnych krajów świata.

Od dwunastu lat we wspólnocie mężczyzn nawróćonych w więzieniu przemierzamy pieszo kraje na różnych kontynentach, modląc się cichą „modlitwą kroków” o wolność dla nich. Tą samą, którą my poczuliśmy po raz pierwszy będąc jeszcze za kratami.

Spotkanie z Maxem zorganizowała Ewa, Polka mieszkająca w Sztokholmie od 40 lat. Spotkaliśmy się w restauracji w starym centrum miasta. Z początku rozmowa nie była łatwa, Szwedzi wolno się przełamują, zwłaszcza wobec obcych. W końcu, gdy opowiedziałęm mu więcej o sobie i o naszej wspólnocie, otworzył się. Opowiedział mi swoją niezwykłą historię.

Nosi słynne w Europie nazwisko i ma tytuł księcia. Zna europejskie rodziny królewskie, polityków i członków Komitetu Noblowskiego. Jest w Szwecji postacią publiczną. Kilka lat temu podczas jednej z państwowych uroczystości posadzono go obok kobiety, której zachowanie wzbudziło jego zainteresowanie. Zauważył, że miała w dłoni różaniec i przekładała w palcach koraliki. Kobieta była całkowicie zatopiona w modlitwie.

– Zacząłem się jej dyskretnie przyglądać. Po chwili nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wyglądała jak ktoś, kto rozmawia z Bogiem. Była oczywiście katoliczką. W jej pokornej, wyciszonej postawie było coś, czego nie potrafiłem określić ani zrozumieć, ale pamiętam, że ten widok mną wstrząsnął. Jako osoba z „tych sfer” miałem typowy dla Szwedów stosunek do religii, a już zwłaszcza do katolików. Powiedzmy delikatnie, że uważałem ich za „mało dzisiejszych”. Ale od tamtego dnia wydarzenie z kobietą modlącą się na różańcu nie dawało mi spokoju.

Zacząłem interesować się katolicyzmem i czytać na temat modlitw i różańca. To był początek zdarzeń, które całkowicie zmieniły moje życie. Przyjąłem chrzest w Kościele Katolickim, co w mojej sytuacji pociąga za sobą wiele poważnych i trudnych konsekwencji. Nie jest mi łatwo, bo w moim świecie bycie katolikiem jest jak życie na samotnej wyspie, ale odkrycie żywego Jezusa obecnego w świętych sakramentach było przeżyciem, które wszystko inne uczyniło nieistotnym.

Poczułem wyraźnie, że odnalazłem sens i swoje miejsce. To niełatwa droga, ale teraz jestem szczęśliwym człowiekiem, choć w moim otoczeniu nikt tego nie rozumie. Z oczywistych powodów nie mogę uczestniczyć w publicznych mszach. Media nie dałyby mi spokoju. Spotykamy się na Eucharystii w gronie przyjaciół w kaplicy na cmentarzu.

– To tak jak pierwsi chrześcijanie w katakumbach – przerywam mu.

Wręcza mi na pamiątkę własnoręcznie oprawiony album „Tajemnice różańca świętego”. Sam napisał rozważania do wszystkich 20 tajemnic, które zilustrował reprodukcjami obrazów z kolekcji jego rodziny z galerii w różnych krajach Europy.

– Codziennie modlę się na różańcu. Odkryłem Kościół dzięki Maryi.